Stałam w osłupieniu przez parę minut. Ta informacja zmieniła moje życie.
Zmieniła nasze życie. Miałam nadzieję, że moja rodzina choć w małym stopniu
zmieni swoje spojrzenie na Louisa, ale nie byłam pewna, czy uwierzą w ten
dowód.
Jednego byłam świadoma - Harry nie będzie chciał mu zaufać. Nie po tym wszystkim, co razem przeszli. Nie po tym, jak Louis mnie potraktował. Nie po tym, jak widział dziesiątki ludzi ginących z jego ręki lub polecenia.
Zacisnęłam wargi i spojrzałam się z bólem na Louisa. Chłopak objął mnie ramionami i mocno trzymał przy sobie. Przytuliłam go w pasie i zaczęłam łkać. Moje życie nie może być proste. W takie bagno się wpakowałam. Trzeba było uciekać tuż po pogrzebie taty i nigdy nie wracać. Ale nie. Zostałam i zakochałam się w najmniej odpowiednim do tego facecie. Witaj w umyśle Heleny Styles.
- Kochanie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
- A co jeśli... Jeśli oni nie uwierzą? Co jeśli oni nie zaakceptują mojego wyboru?
- Odstawię cię do domu. Nie chcę, żebyś przeze mnie straciła rodzinę.
- Ty nic nie rozumiesz. Ja chcę być tu z tobą. Chcę, żeby moja mama i mój brat zrozumieli, że to nie byłeś ty, w co absolutnie wierzę i żeby zaakceptowali nas. Mój wybór, którym jesteś ty.
Podniósł mój podbródek do góry. W jego oczach zobaczyłam łzy. Pierwszy raz od dawna ktoś tak do niego powiedział. Widziałam tą tęsknotę, była prawie namacalna. Przejechał palcem po mojej żuchwie i odgarnął niesforne kosmyki, które wypadły z kucyka, za ucho.
- Kochanie, idź już do łóżka. Jest późno, a wiem, że jutro masz od rana zajęcia.
- Ukradłeś mi mój plan zajęć? - zdziwiłam się.
- Nie ukradłem, a pożyczyłem.
Wysunęłam się z jego objęć i cmoknęłam w policzek. Chłopak okręcił mnie dookoła osi i puścił. Odeszłam dwa kroki tyłem, a kiedy zauważyłam, że Louis wychodzi do ogrodu, puściłam się biegiem na górę. Od jutra muszę zacząć trenować. Kiedyś wygram z nim wyścigi.
***
Leżałam w łóżku, nie mogłam spać. Za dużo wrażeń na jeden dzień. Ultimatum mojego brata, Louis, który nie jest mordercą mojego taty... Nie wiem czy ktokolwiek normalny przeżył taki natłok wydarzeń. Ja w całej pewności nie byłam normalna. Nie po tym wszystkim, co przeszłam. Przewróciłam się na lewy bok i spojrzałam na zegarek stojący na stoliku nocnym. Dochodziła pierwsza. Podniosłam się z łóżka i założyłam kapcie, po czym wyszłam na korytarz. Ruszyłam w kierunku schodów prowadzących na piętro. Zawahałam się przez sekundę, po czym wskoczyłam po schodach. Przeszłam trzy kroki i uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, które drzwi prowadziły do sypialni Louisa. Znajdowałam się w owalnym pomieszczeniu, z jednym wiszącym lustrem, stolikiem na kawę i dwoma fotelami. Przy oknie, które sięgało od sufitu do podłogi stała wielka paproć. Postanowiłam, że zdam się na kobiecy instynkt i podeszłam do pierwszych drzwi. Uchyliłam je, ale w środku był pokój przypominający siłownię. Zamknęłam je i wtedy usłyszałam jakiś dziwny odgłos. Nie przypominało to niczego innego, z czym wcześniej mogłam się spotkać. Skierowałam się w stronę, z której dochodził ten dźwięk. Stanęłam pod ścianą i głęboko odetchnęłam. Hałas się nasilił, ale jednak cały czas pozostawał stłumiony. Weszłam do sypialni, z której dochodził. Louis. Siedział na łóżku, zakrywał się ramionami i kolanami. Płakał. Nawet nie zauważył, jak weszłam. Podeszłam do niego, a wtedy on podniósł głowę. Widziałam go w wielu sytuacjach, ale teraz... Był mały i bezbronny. Nie był tym Louisem, co kazał rozstrzelać Andrew, co pobił gościa, który dobierał się do mnie w parku. To był nieszczęśliwy, samotny Lou. Usiadłam na łóżku i spróbowałam go dotknąć. Uniknął mojego dotyku i odsunął się.
- Czego chcesz? - wychrypiał, jego głos był zmęczony powstrzymywaniem płaczu.
- Nie mogę spać. Co ci się stało? Czemu płaczesz?
- Nie twój zasrany interes.
- Mój. W końcu jestem dziewczyną Louisa Tomlinsona, który w tym momencie płacze i nie chce mi powiedzieć czemu.
Strzelił brwiami. Widziałam, jak powoli się przełamuje. Przybliżył się do mnie i już wyciągnął ramię, by mnie objąć, ale zaraz je cofnął.
- Wyjdź. Proszę cię, nie chcę, żebyś widziała mnie w takim stanie.
- Nie wyjdę. Boję się o ciebie.
Chłopak podskoczył i wybiegł z pokoju. Gdy usłyszałam nerwowy tupot stóp, gdy schodził po schodach, pobiegłam za nim. Zwolniłam na schodach, które prowadziły do głównego holu. Usłyszałam, jak się rozkleił całkowicie w kuchni połączonej z salonem. Zeszłam cicho po schodach i stanęłam przy wejściu. On był odwrócony do mnie plecami. Miałam ochotę podejść i go przytulić, ale byłam świadoma, że tylko pogorszę sprawę.
- Kochany…
Gwałtownie się odwrócił. Twarz miał całą zapuchniętą i czerwoną. Nie był to najlepszy widok w moim życiu, ale to był jednak mój chłopak. Podeszłam do przodu, a wtedy on się cofnął.
- Nie podchodź. – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Szłam dalej, a on dalej się cofał. W końcu złapał stojący na stoliku wazon i rzucił nim w moje nogi. Poczułam, jak małe strużki krwi leją się z moich łydek, ale ominęłam skrawki szkła.
- Muszę. Jak mam inaczej ci pomóc?
- Wyjdź. Nie chcę cię na razie widzieć.
- Czemu?
- Nieważne. – schylił głowę i odwrócił się w kierunku okna. Podniósł rękę, by otworzyć drzwi balkonowe. Zatrzymał dłoń na klamce, ale ja szybko podbiegłam i ją strąciłam.
- Nigdzie nie wyjdziesz, dopóki nie powiesz mi o co chodzi.
Odwrócił się w lewo i przeszedł w stronę równoległej ściany. Chciałam pójść za nim, ale wtedy on odwrócił się i dostałam w klatkę piersiową doniczką z fiołkami. Zgięłam się w pół i przytrzymałam parapetu. Widziałam białe kropki przed oczami. Podniosłam twarz i zobaczyłam, że Louis siedzi w kącie pomiędzy ścianą a stolikiem na telewizor. O nie. Tak to w tym domu nie będzie. Wyprostowałam się i podbiegłam do chłopaka. Postawiłam go na proste nogi i przygwoździłam do ściany. Nie stawiał się zbytnio, czyli moje zadanie było ułatwione.
- Nigdy o niczym mi nie mówisz. Zawsze o wszystkim dowiaduję się na końcu lub w ogóle! Czy ty myślisz, że ja będę tak funkcjonować?!
- Puść… Puść mnie… - wychrypiał chłopak, a ja puściłam jego koszulkę. Wtedy on osunął się na podłogę.
- Louis, nie chcę ci zrobić krzywdy, ale co się dzieje? – spojrzał się na mnie i pękł. Płakał jak małe niemowlę, które narobiło w pieluchę, jest głodne, lub po prostu potrzebuje czułości. Sądzę, że temu dziecku potrzeba dużo czułości i miłości.
Rozłożył ręce niby w geście bezradności, a ja przykucnęłam przed nim. Gdy tylko zniżyłam się do jego poziomu, natychmiast ramionami objął moją szyję i zaczął mnie przytulać oraz przepraszać. Nie wiedziałam, co się dzieje. Ten gość naprawdę jest dziwny.
- Karen.
- Co z nią?
- Ona mnie nigdy nie kochała. – wyszeptał do mojego ucha, gdy już trochę ochłonął i przestał płakać. – Ją też tak… Zabrałem z domu. Tak samo mi powiedziała. Te słowa biją mnie po uszach. „Nigdy o niczym mi nie mówisz.” Ja chcę was chronić. Ciebie. – przełknął ślinę. Bo jesteś jedyna. Ona też miała być. Ona… Ona bała się mnie. Dlatego mówiła, że kocha, że chce… Nie chcę żebyś się mnie bała. Nie chcę żebyś przeze mnie cierpiała. Nie chcę, żebyś kłamała ze strachu…
- Może na początek przestaniesz rzucać we mnie kwiatkami, a zaczniesz mi je dawać? – zachichotałam. – Będzie nam łatwiej. – ścisnęłam go mocniej – Sugerujesz, że kłamię?
- Nie, ale…
- Ale raz się przejechałeś na miłości i teraz będziesz miał problem. Raz zawiodłeś się na człowieku i każdego będziesz przykładał do miarki „Karen”. Jestem gotowa zmienić to w tobie. Bo taka jest miłość. Ta jedyna i prawdziwa.
Powoli puściłam go i podniosłam się, a Louis poszedł w ślad za mną. Chwycił mnie w pasie i poszliśmy na górę. Przed drzwiami do mojego pokoju zawahał się. Wepchnęłam go delikatnie do środka i zamknęłam drzwi.
- Poudawaj mojego misia, będzie mi łatwiej zasnąć.
- Misia srysia. – uniósł mnie do góry i posadził na łóżku. – Masz się tu nie ruszać, a ja lecę na dół po coś, żeby ci to przemyć. – wskazał palcem na moje nogi, na których ranki zdążyły już zaschnąć. Dobrze, że szkło nie weszło w skórę. Gdy tak siedziałam i oceniałam straty, Louis zdążył pognać na dół i z powrotem na górę. Podniosłam oczy, a on przykucnął przy mnie i zaczął przemywać moje nogi.
- Jakby bolało to mów. Spirytus salicylowy, więc wiesz… Woda utleniona wyszła.
Nie zwracałam uwagi na pieczenie i ból w łydkach, bo podziwiałam jego delikatne rysy twarzy i tą opiekuńczość, która się na niej malowała, gdy odkładał zakrwawioną chusteczkę i nasączał spirytusem kolejną.
- Nie boli.
- To dobrze. Przesuń się trochę.
Posłusznie cofnęłam do ściany i się położyłam. Louis wstał i zakręcił buteleczkę, po czym odłożył ją na stolik. Odchylił kołdrę i wsunął się pod nią. Zakrył mnie swoim ramieniem, a ja czułam się dobrze, bo wiedziałam, że on mnie kocha.
- Przepraszam. Już nigdy więcej… Nie ucierpisz przeze mnie. Nigdy przenigdy.
- Wybaczę ci pod jednym warunkiem. – szepnęłam.
- Zamieniam się w słuch.
- Zaśpiewaj mi. Lubię cię słuchać.
- To zamknij oczy. – wykonałam jego polecenie.
- Już.
- Dwadzieścia sekund na zaległości, dodatkowo
Zaledwie dwadzieścia sekund "nim zostaniemy porwani przez falę"
Kroczymy po wodzie, pod osłoną nocy
I jesteśmy oniemiali, po prostu oniemiali.
Ponieważ masz mnie tam gdzie chciałaś
Podczas gdy fala tsunami niszczy
Krajobraz w którym stworzyliśmy nasz dom
W naszych głowach…
Jednego byłam świadoma - Harry nie będzie chciał mu zaufać. Nie po tym wszystkim, co razem przeszli. Nie po tym, jak Louis mnie potraktował. Nie po tym, jak widział dziesiątki ludzi ginących z jego ręki lub polecenia.
Zacisnęłam wargi i spojrzałam się z bólem na Louisa. Chłopak objął mnie ramionami i mocno trzymał przy sobie. Przytuliłam go w pasie i zaczęłam łkać. Moje życie nie może być proste. W takie bagno się wpakowałam. Trzeba było uciekać tuż po pogrzebie taty i nigdy nie wracać. Ale nie. Zostałam i zakochałam się w najmniej odpowiednim do tego facecie. Witaj w umyśle Heleny Styles.
- Kochanie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
- A co jeśli... Jeśli oni nie uwierzą? Co jeśli oni nie zaakceptują mojego wyboru?
- Odstawię cię do domu. Nie chcę, żebyś przeze mnie straciła rodzinę.
- Ty nic nie rozumiesz. Ja chcę być tu z tobą. Chcę, żeby moja mama i mój brat zrozumieli, że to nie byłeś ty, w co absolutnie wierzę i żeby zaakceptowali nas. Mój wybór, którym jesteś ty.
Podniósł mój podbródek do góry. W jego oczach zobaczyłam łzy. Pierwszy raz od dawna ktoś tak do niego powiedział. Widziałam tą tęsknotę, była prawie namacalna. Przejechał palcem po mojej żuchwie i odgarnął niesforne kosmyki, które wypadły z kucyka, za ucho.
- Kochanie, idź już do łóżka. Jest późno, a wiem, że jutro masz od rana zajęcia.
- Ukradłeś mi mój plan zajęć? - zdziwiłam się.
- Nie ukradłem, a pożyczyłem.
Wysunęłam się z jego objęć i cmoknęłam w policzek. Chłopak okręcił mnie dookoła osi i puścił. Odeszłam dwa kroki tyłem, a kiedy zauważyłam, że Louis wychodzi do ogrodu, puściłam się biegiem na górę. Od jutra muszę zacząć trenować. Kiedyś wygram z nim wyścigi.
***
Leżałam w łóżku, nie mogłam spać. Za dużo wrażeń na jeden dzień. Ultimatum mojego brata, Louis, który nie jest mordercą mojego taty... Nie wiem czy ktokolwiek normalny przeżył taki natłok wydarzeń. Ja w całej pewności nie byłam normalna. Nie po tym wszystkim, co przeszłam. Przewróciłam się na lewy bok i spojrzałam na zegarek stojący na stoliku nocnym. Dochodziła pierwsza. Podniosłam się z łóżka i założyłam kapcie, po czym wyszłam na korytarz. Ruszyłam w kierunku schodów prowadzących na piętro. Zawahałam się przez sekundę, po czym wskoczyłam po schodach. Przeszłam trzy kroki i uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, które drzwi prowadziły do sypialni Louisa. Znajdowałam się w owalnym pomieszczeniu, z jednym wiszącym lustrem, stolikiem na kawę i dwoma fotelami. Przy oknie, które sięgało od sufitu do podłogi stała wielka paproć. Postanowiłam, że zdam się na kobiecy instynkt i podeszłam do pierwszych drzwi. Uchyliłam je, ale w środku był pokój przypominający siłownię. Zamknęłam je i wtedy usłyszałam jakiś dziwny odgłos. Nie przypominało to niczego innego, z czym wcześniej mogłam się spotkać. Skierowałam się w stronę, z której dochodził ten dźwięk. Stanęłam pod ścianą i głęboko odetchnęłam. Hałas się nasilił, ale jednak cały czas pozostawał stłumiony. Weszłam do sypialni, z której dochodził. Louis. Siedział na łóżku, zakrywał się ramionami i kolanami. Płakał. Nawet nie zauważył, jak weszłam. Podeszłam do niego, a wtedy on podniósł głowę. Widziałam go w wielu sytuacjach, ale teraz... Był mały i bezbronny. Nie był tym Louisem, co kazał rozstrzelać Andrew, co pobił gościa, który dobierał się do mnie w parku. To był nieszczęśliwy, samotny Lou. Usiadłam na łóżku i spróbowałam go dotknąć. Uniknął mojego dotyku i odsunął się.
- Czego chcesz? - wychrypiał, jego głos był zmęczony powstrzymywaniem płaczu.
- Nie mogę spać. Co ci się stało? Czemu płaczesz?
- Nie twój zasrany interes.
- Mój. W końcu jestem dziewczyną Louisa Tomlinsona, który w tym momencie płacze i nie chce mi powiedzieć czemu.
Strzelił brwiami. Widziałam, jak powoli się przełamuje. Przybliżył się do mnie i już wyciągnął ramię, by mnie objąć, ale zaraz je cofnął.
- Wyjdź. Proszę cię, nie chcę, żebyś widziała mnie w takim stanie.
- Nie wyjdę. Boję się o ciebie.
Chłopak podskoczył i wybiegł z pokoju. Gdy usłyszałam nerwowy tupot stóp, gdy schodził po schodach, pobiegłam za nim. Zwolniłam na schodach, które prowadziły do głównego holu. Usłyszałam, jak się rozkleił całkowicie w kuchni połączonej z salonem. Zeszłam cicho po schodach i stanęłam przy wejściu. On był odwrócony do mnie plecami. Miałam ochotę podejść i go przytulić, ale byłam świadoma, że tylko pogorszę sprawę.
- Kochany…
Gwałtownie się odwrócił. Twarz miał całą zapuchniętą i czerwoną. Nie był to najlepszy widok w moim życiu, ale to był jednak mój chłopak. Podeszłam do przodu, a wtedy on się cofnął.
- Nie podchodź. – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Szłam dalej, a on dalej się cofał. W końcu złapał stojący na stoliku wazon i rzucił nim w moje nogi. Poczułam, jak małe strużki krwi leją się z moich łydek, ale ominęłam skrawki szkła.
- Muszę. Jak mam inaczej ci pomóc?
- Wyjdź. Nie chcę cię na razie widzieć.
- Czemu?
- Nieważne. – schylił głowę i odwrócił się w kierunku okna. Podniósł rękę, by otworzyć drzwi balkonowe. Zatrzymał dłoń na klamce, ale ja szybko podbiegłam i ją strąciłam.
- Nigdzie nie wyjdziesz, dopóki nie powiesz mi o co chodzi.
Odwrócił się w lewo i przeszedł w stronę równoległej ściany. Chciałam pójść za nim, ale wtedy on odwrócił się i dostałam w klatkę piersiową doniczką z fiołkami. Zgięłam się w pół i przytrzymałam parapetu. Widziałam białe kropki przed oczami. Podniosłam twarz i zobaczyłam, że Louis siedzi w kącie pomiędzy ścianą a stolikiem na telewizor. O nie. Tak to w tym domu nie będzie. Wyprostowałam się i podbiegłam do chłopaka. Postawiłam go na proste nogi i przygwoździłam do ściany. Nie stawiał się zbytnio, czyli moje zadanie było ułatwione.
- Nigdy o niczym mi nie mówisz. Zawsze o wszystkim dowiaduję się na końcu lub w ogóle! Czy ty myślisz, że ja będę tak funkcjonować?!
- Puść… Puść mnie… - wychrypiał chłopak, a ja puściłam jego koszulkę. Wtedy on osunął się na podłogę.
- Louis, nie chcę ci zrobić krzywdy, ale co się dzieje? – spojrzał się na mnie i pękł. Płakał jak małe niemowlę, które narobiło w pieluchę, jest głodne, lub po prostu potrzebuje czułości. Sądzę, że temu dziecku potrzeba dużo czułości i miłości.
Rozłożył ręce niby w geście bezradności, a ja przykucnęłam przed nim. Gdy tylko zniżyłam się do jego poziomu, natychmiast ramionami objął moją szyję i zaczął mnie przytulać oraz przepraszać. Nie wiedziałam, co się dzieje. Ten gość naprawdę jest dziwny.
- Karen.
- Co z nią?
- Ona mnie nigdy nie kochała. – wyszeptał do mojego ucha, gdy już trochę ochłonął i przestał płakać. – Ją też tak… Zabrałem z domu. Tak samo mi powiedziała. Te słowa biją mnie po uszach. „Nigdy o niczym mi nie mówisz.” Ja chcę was chronić. Ciebie. – przełknął ślinę. Bo jesteś jedyna. Ona też miała być. Ona… Ona bała się mnie. Dlatego mówiła, że kocha, że chce… Nie chcę żebyś się mnie bała. Nie chcę żebyś przeze mnie cierpiała. Nie chcę, żebyś kłamała ze strachu…
- Może na początek przestaniesz rzucać we mnie kwiatkami, a zaczniesz mi je dawać? – zachichotałam. – Będzie nam łatwiej. – ścisnęłam go mocniej – Sugerujesz, że kłamię?
- Nie, ale…
- Ale raz się przejechałeś na miłości i teraz będziesz miał problem. Raz zawiodłeś się na człowieku i każdego będziesz przykładał do miarki „Karen”. Jestem gotowa zmienić to w tobie. Bo taka jest miłość. Ta jedyna i prawdziwa.
Powoli puściłam go i podniosłam się, a Louis poszedł w ślad za mną. Chwycił mnie w pasie i poszliśmy na górę. Przed drzwiami do mojego pokoju zawahał się. Wepchnęłam go delikatnie do środka i zamknęłam drzwi.
- Poudawaj mojego misia, będzie mi łatwiej zasnąć.
- Misia srysia. – uniósł mnie do góry i posadził na łóżku. – Masz się tu nie ruszać, a ja lecę na dół po coś, żeby ci to przemyć. – wskazał palcem na moje nogi, na których ranki zdążyły już zaschnąć. Dobrze, że szkło nie weszło w skórę. Gdy tak siedziałam i oceniałam straty, Louis zdążył pognać na dół i z powrotem na górę. Podniosłam oczy, a on przykucnął przy mnie i zaczął przemywać moje nogi.
- Jakby bolało to mów. Spirytus salicylowy, więc wiesz… Woda utleniona wyszła.
Nie zwracałam uwagi na pieczenie i ból w łydkach, bo podziwiałam jego delikatne rysy twarzy i tą opiekuńczość, która się na niej malowała, gdy odkładał zakrwawioną chusteczkę i nasączał spirytusem kolejną.
- Nie boli.
- To dobrze. Przesuń się trochę.
Posłusznie cofnęłam do ściany i się położyłam. Louis wstał i zakręcił buteleczkę, po czym odłożył ją na stolik. Odchylił kołdrę i wsunął się pod nią. Zakrył mnie swoim ramieniem, a ja czułam się dobrze, bo wiedziałam, że on mnie kocha.
- Przepraszam. Już nigdy więcej… Nie ucierpisz przeze mnie. Nigdy przenigdy.
- Wybaczę ci pod jednym warunkiem. – szepnęłam.
- Zamieniam się w słuch.
- Zaśpiewaj mi. Lubię cię słuchać.
- To zamknij oczy. – wykonałam jego polecenie.
- Już.
- Dwadzieścia sekund na zaległości, dodatkowo
Zaledwie dwadzieścia sekund "nim zostaniemy porwani przez falę"
Kroczymy po wodzie, pod osłoną nocy
I jesteśmy oniemiali, po prostu oniemiali.
Ponieważ masz mnie tam gdzie chciałaś
Podczas gdy fala tsunami niszczy
Krajobraz w którym stworzyliśmy nasz dom
W naszych głowach…
TO. JEST. POPROSTU. ZAJE*ISTE! <3
OdpowiedzUsuńHaha, dziękuję, ale jednak uważam, że to najsłabszy rozdział. Wynika to z faktu, że TO MUSIAŁO SIĘ POJAWIĆ i nie mogłam zrobić elementu zaskoczenia, co uwielbiam ;-;
OdpowiedzUsuńA będzie coś demoralizującego? :3 K.
OdpowiedzUsuńRaczej nie, ale niedługo się pojawią treści drastyczne :3
UsuńA to szkoda, że nie będzie :( ale chociaż będą 'treści drastyczne' :p K.
UsuńJa się nie nadaję do demoralizowania, co podkreślam już 60 raz :'D Na serio... Brrr.
UsuńTo jest trochę pojebane .
OdpowiedzUsuńWe wcześniejszych rozdziałach on ją pobił w szpitalu a ona mu do. łóżka wskoczyła . A teraz jąkurwa doniczakmi rzuca a ona kurwa się do niego przytula i wgl . to jest dzwine i chore
Nie chce cię urazić piszesz świetnie ale to jest sory pojebane
Okay, ja też jestem pojebana, więc wszystko się zgadza :D
Usuńi tak w ogóle to *sorry :)