Wbiegłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Po cichu, kulturalnie.
Podeszłam do okna i przyłożyłam czoło do rolety, którą zasłonięta była szyba.
Łza poleciała mi po policzku.
To wszystko jego wina. Wina mojego starszego brata, który zamiast mnie chronić, pozwolił trafić tutaj. Gdyby nie on, tata żyłby. On, mój starszy brat, który teoretycznie powinien mnie chronić. W pełni teoretycznie. Na parapet kapnęła kolejna łza. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, które po chwili stało się głośniejsze, a po dwóch minutach było tylko zwykłym dobijaniem się.
- Czego chcesz?
- Chciałbym cię przeprosić.
- Za co niby? – znowu wysyczałam.
Chłopak za drzwiami westchnął i odszedł od nich. Myślałam, że dał mi spokój. Myliłam się. Przyszedł znowu i zaczął czymś dłubać w zamku. Po chwili zamknięcie pyknęło, a on wskoczył do środka. Podszedł do mnie od tyłu i położył ręce na moich biodrach. Przysunął swoją twarz do mojej i pocałował w policzek. Usłyszałam, jak się oblizuje.
- Płakałaś. Przepraszam. Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić.
Odwrócił mnie przodem do siebie. Cały czas miałam zaciśnięte powieki. Nagle poczułam, że podnosi mnie za uda do góry. Posadził mnie na mokrym parapecie. Otworzyłam oczy i spojrzałam się w jego. Dostrzegłam w nich troskę i miłość. Nie to co wcześniej. Znikł chłód, znikło znudzenie. Widziałam swoje odbicie w tych szarych, błyszczących oczach Louisa. Pierwszy raz było mi dane to zobaczyć. I prosiłam Boga, żeby to nie był ostatni.
- Helleno Styles. W życiu nie skrzywdziłbym cię.
- Nie no, wcale.
Przejechał palcem po moim policzku, starając się zetrzeć łzy, których było coraz więcej. Zacisnęłam powieki i pochyliłam głowę.
- Nie wierzysz mi.
- Po tym wszystkim, co mi zrobiłeś?
Zacisnął wargę. Przycisnął moje uda do parapetu.
- Przepraszam.
- Przeprosiny nie wystarczą.
- Co mam zrobić?!
Odsunął się ode mnie i rozłożył ręce w geście bezradności. Na jego czole pojawiły się zmarszczki.
- Puść mnie wolno.
- Nie zrobię tego. A wiesz dlaczego? – przysunął się do mojego ucha i szepnął prosto w środek – Bo od niedawna należysz tylko do mnie, mała.
xX
To wszystko jego wina. Wina mojego starszego brata, który zamiast mnie chronić, pozwolił trafić tutaj. Gdyby nie on, tata żyłby. On, mój starszy brat, który teoretycznie powinien mnie chronić. W pełni teoretycznie. Na parapet kapnęła kolejna łza. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, które po chwili stało się głośniejsze, a po dwóch minutach było tylko zwykłym dobijaniem się.
- Czego chcesz?
- Chciałbym cię przeprosić.
- Za co niby? – znowu wysyczałam.
Chłopak za drzwiami westchnął i odszedł od nich. Myślałam, że dał mi spokój. Myliłam się. Przyszedł znowu i zaczął czymś dłubać w zamku. Po chwili zamknięcie pyknęło, a on wskoczył do środka. Podszedł do mnie od tyłu i położył ręce na moich biodrach. Przysunął swoją twarz do mojej i pocałował w policzek. Usłyszałam, jak się oblizuje.
- Płakałaś. Przepraszam. Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić.
Odwrócił mnie przodem do siebie. Cały czas miałam zaciśnięte powieki. Nagle poczułam, że podnosi mnie za uda do góry. Posadził mnie na mokrym parapecie. Otworzyłam oczy i spojrzałam się w jego. Dostrzegłam w nich troskę i miłość. Nie to co wcześniej. Znikł chłód, znikło znudzenie. Widziałam swoje odbicie w tych szarych, błyszczących oczach Louisa. Pierwszy raz było mi dane to zobaczyć. I prosiłam Boga, żeby to nie był ostatni.
- Helleno Styles. W życiu nie skrzywdziłbym cię.
- Nie no, wcale.
Przejechał palcem po moim policzku, starając się zetrzeć łzy, których było coraz więcej. Zacisnęłam powieki i pochyliłam głowę.
- Nie wierzysz mi.
- Po tym wszystkim, co mi zrobiłeś?
Zacisnął wargę. Przycisnął moje uda do parapetu.
- Przepraszam.
- Przeprosiny nie wystarczą.
- Co mam zrobić?!
Odsunął się ode mnie i rozłożył ręce w geście bezradności. Na jego czole pojawiły się zmarszczki.
- Puść mnie wolno.
- Nie zrobię tego. A wiesz dlaczego? – przysunął się do mojego ucha i szepnął prosto w środek – Bo od niedawna należysz tylko do mnie, mała.
xX
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podobało się? Skomentuj!