- Braaaaat! – otworzyłam drzwi na całą szerokość, a one z trzaskiem
odbiły się od ściany.
Zobaczyłam Harry’ego siedzącego na krześle biurowym i liczącego jakieś
papierki. Pokazał mi palcem, żebym była cicho. Oparłam się o framugę i
poczekałam, aż skończy swoją robotę. Wyrównał plik banknotów o stół i odłożył z
boku. Odwrócił się w moją stronę i założył nogę na nogę.
- Słucham?
- Znowu. Debilu, jak mogłeś? – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Ale o co ci chodzi? – spojrzał się na mnie z miną niewiniątka.
- O TO MI CHODZI! – wskazałam palcem pliczek leżący obok niego. – Tata przez to
zginął, kto ma być następny, byś zrozumiał, że masz się wycofać?!
- W tym problem… Ja się nie mogę wycofać.
- Powiadasz?
- Powiadam. – wstał i idąc do mnie, przejechał dłonią po stole. – Raz wkroczysz
do tego świata i nie ma ucieczki. Jedynym wyjściem jest śmierć, a ja nie chcę
jeszcze umierać i ty o tym wiesz.
Przystanął na środku pokoju i zaczął jeździć dłonią po ręce. Zawsze tak robił,
gdy był zdenerwowany. Każdy w tym domu był świadomy, że jego życie wisi na
włosku. Tata już nie żył. A wszystko to wina tego oto człowieka, który stał
przede mną.
Co ja gadam. To nie jego wina. To wina Louisa.
On z zimną krwią zastrzelił mojego tatę, gdy ten po całym dniu wracał zmęczony
z pracy. Widziałam go na oczy ze dwa razy w życiu, ale nigdy nie miałam okazji
z nim zamienić choćby słowa. I tak wiedziałam, że jest najgorszą świnią, jaka
stąpała po ziemi.
Nie obrażając świń, oczywiście.
A czemu mój tata zginął? Bo mój brat nie dostarczył mu kasy na czas. Od tamtego
czasu pilnuje się strasznie, ale i tak już zapowiedział, że jeśli znajdzie
jakiś przekręt… Następną będę ja. Bałam się codziennie wychodzić na uczelnię
czy z niej wracać, nie mówiąc o wyjściu gdzieś z kumpelami. Takie życie nie
było normalne. Co ja mówię. To nie jest życie, to tylko wegetacja.
- Wiem. Ale ja też nie chcę umierać. Obiecałeś mi, że skończysz.
- Obiecałem ci to, zanim zrozumiałem, w co się wpieprzyłem. Helen, zrozum…
- Nie rozumiem. Narażałeś ojca, nie żyje, teraz narażasz mnie i mamę. Wiesz,
jak to się może skończyć?! – krzyknęłam i uciekłam stamtąd.
Trzasnęłam głośno drzwiami od swojego pokoju i osunęłam się po ścianie. Było mi
słabo. Nie wiedziałam, czy mam ryczeć czy uciekać stąd. To chyba byłoby jedyne
wyjście. Spakować się i uciec. Przed oczami miałam mroczki. Podparłam się
rękoma, żeby nie upaść całkowicie. Zacisnęłam powieki i starałam się utrzymać
pozycję siedzącą. W końcu nie wytrzymałam i położyłam się na podłodze. Ciężko
oddychałam i obserwowałam, jak moja klatka coraz wolniej unosi się i opada.
Przewróciłam się na bok i poczułam silny ból głowy. Złapałam się za skronie i
powoli podniosłam. Przez sekundę nie mogłam złapać równowagi, ale gdy już się
wyprostowałam, usłyszałam głos mojej mamy dochodzący z kuchni. Wyszłam z pokoju
i skierowałam swoje kroki do apteczki, by sięgnąć po jakiś środek przeciwbólowy.
- Cześć Helen, jak tam na uczelni?
- Cześć mamo. A żyję, jak widzisz. – uśmiechnęłam się, ale po chwili
skrzywiłam, bo pulsujący ból w czaszce stał się nie do wytrzymania.
- Co się dzieje? – mama podeszła do mnie i przytrzymała moją dłoń.
- Migrena. Ja się idę położyć. – złapałam czerwone opakowanie i wysunęłam się z
matczynych objęć. Przeszłam próg mojego pokoju i położyłam się na łóżku.
Chwyciłam blister i wycisnęłam z niego jeden proszek. Po chwili zastanowienia
na moją rękę upadł kolejny. Połknęłam je bez popijania i wtuliłam głowę w
poduszkę, starając się zasnąć.
***
- Słuuuucham?! – przeciągły krzyk mojej mamy przeciął ciszę panującą w
mieszkaniu.
Daj spać ludziom, mamo.
- Mamo, uspokój się… - opanowany głos mojego brata nie był w stanie uspokoić
mojej mamy.
- Jak mam się uspokoić?! Po tym, co on powiedział?!
Zaraz. Jaki on? Ile spałam? Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Jest 20:47. Spałam
3 godziny. Przeciągnęłam się na łóżku i podsłuchiwałam rozmowę.
- Och, proszę pani. Jestem pewny, że u mnie będzie miała lepiej. A poza tym…
Nie wiem co jest lepsze. Zabrać ją czy zabić. Wolałbym, żeby żyła. Harry kiedyś
pokazywał mi jej zdjęcia. Ładna dziewczyna, idealna, by się gdzieś z nią
pokazać. Żal taką w trumnę chować…
Wyprostowałam się automatycznie. Poznałabym ten głos wszędzie. Na dodatek ten
głos mówił o mnie. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do drzwi. Uchyliłam
trochę, by lepiej słyszeć rozmowę. Zobaczyłam, że przy stole siedzi Louis. Był
bardzo spokojny. Nie to co moja mama. Miała zaciśnięte pięści i wyglądała,
jakby tylko czekała, by zaatakować chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Harry
z pozoru był spokojny. Widziałam, jak na jego umięśnionych rękach pokazują się
żyły.
- Może i tak... Ale ja nie oddam ot tak mojej córki byle łachudrze.
- Macie tydzień na podjęcie decyzji. Potem przyjeżdżam. Jeśli nie będziecie
chcieli jej oddać, to zastrzelę Helen i panią. Jak oddacie ją... Będzie miała
lepsze życie. Bezpieczniejsze. Dokładniejsze warunki naszej umowy dostarczy
jutro Parker. Żegnam panią. - ukłonił się przed moją mamą. - Cześć, Harry.
Nie wiem, czemu to zrobiłam. Wybiegłam stamtąd i stanęłam przed wychodzącym
mężczyzną.
- Nigdzie nie pójdę. Rozumiesz?
Spojrzał się na mnie i wybuchnął śmiechem, jednak po chwili jego twarz na
powrót stała się poważna i nieprzejrzana.
- Kochanie... Za to też Cię lubię. Za tą upartość. - pogłaskał mnie po
policzku, ale ja natychmiast strząsnęłam jego dłoń. - Mam nadzieję, że trochę
stopniejesz.
Musnął moją dłoń, gdy mnie mijał. Poczułam chłód w palcach.
- Do zobaczenia, Hellena.
xX
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podobało się? Skomentuj!