poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział I

- Braaaaat! – otworzyłam drzwi na całą szerokość, a one z trzaskiem odbiły się od ściany.
Zobaczyłam Harry’ego siedzącego na krześle biurowym i liczącego jakieś papierki. Pokazał mi palcem, żebym była cicho. Oparłam się o framugę i poczekałam, aż skończy swoją robotę. Wyrównał plik banknotów o stół i odłożył z boku. Odwrócił się w moją stronę i założył nogę na nogę.
- Słucham?
- Znowu. Debilu, jak mogłeś? – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Ale o co ci chodzi? – spojrzał się na mnie z miną niewiniątka.
- O TO MI CHODZI! – wskazałam palcem pliczek leżący obok niego. – Tata przez to zginął, kto ma być następny, byś zrozumiał, że masz się wycofać?!
- W tym problem… Ja się nie mogę wycofać.
- Powiadasz?
- Powiadam. – wstał i idąc do mnie, przejechał dłonią po stole. – Raz wkroczysz do tego świata i nie ma ucieczki. Jedynym wyjściem jest śmierć, a ja nie chcę jeszcze umierać i ty o tym wiesz.
Przystanął na środku pokoju i zaczął jeździć dłonią po ręce. Zawsze tak robił, gdy był zdenerwowany. Każdy w tym domu był świadomy, że jego życie wisi na włosku. Tata już nie żył. A wszystko to wina tego oto człowieka, który stał przede mną.
Co ja gadam. To nie jego wina. To wina Louisa.
On z zimną krwią zastrzelił mojego tatę, gdy ten po całym dniu wracał zmęczony z pracy. Widziałam go na oczy ze dwa razy w życiu, ale nigdy nie miałam okazji z nim zamienić choćby słowa. I tak wiedziałam, że jest najgorszą świnią, jaka stąpała po ziemi.
Nie obrażając świń, oczywiście.
A czemu mój tata zginął? Bo mój brat nie dostarczył mu kasy na czas. Od tamtego czasu pilnuje się strasznie, ale i tak już zapowiedział, że jeśli znajdzie jakiś przekręt… Następną będę ja. Bałam się codziennie wychodzić na uczelnię czy z niej wracać, nie mówiąc o wyjściu gdzieś z kumpelami. Takie życie nie było normalne. Co ja mówię. To nie jest życie, to tylko wegetacja.
- Wiem. Ale ja też nie chcę umierać. Obiecałeś mi, że skończysz.
- Obiecałem ci to, zanim zrozumiałem, w co się wpieprzyłem. Helen, zrozum…
- Nie rozumiem. Narażałeś ojca, nie żyje, teraz narażasz mnie i mamę. Wiesz, jak to się może skończyć?! – krzyknęłam i uciekłam stamtąd.
Trzasnęłam głośno drzwiami od swojego pokoju i osunęłam się po ścianie. Było mi słabo. Nie wiedziałam, czy mam ryczeć czy uciekać stąd. To chyba byłoby jedyne wyjście. Spakować się i uciec. Przed oczami miałam mroczki. Podparłam się rękoma, żeby nie upaść całkowicie. Zacisnęłam powieki i starałam się utrzymać pozycję siedzącą. W końcu nie wytrzymałam i położyłam się na podłodze. Ciężko oddychałam i obserwowałam, jak moja klatka coraz wolniej unosi się i opada. Przewróciłam się na bok i poczułam silny ból głowy. Złapałam się za skronie i powoli podniosłam. Przez sekundę nie mogłam złapać równowagi, ale gdy już się wyprostowałam, usłyszałam głos mojej mamy dochodzący z kuchni. Wyszłam z pokoju i skierowałam swoje kroki do apteczki, by sięgnąć po jakiś środek przeciwbólowy.
- Cześć Helen, jak tam na uczelni?
- Cześć mamo. A żyję, jak widzisz. – uśmiechnęłam się, ale po chwili skrzywiłam, bo pulsujący ból w czaszce stał się nie do wytrzymania.
- Co się dzieje? – mama podeszła do mnie i przytrzymała moją dłoń.
- Migrena. Ja się idę położyć. – złapałam czerwone opakowanie i wysunęłam się z matczynych objęć. Przeszłam próg mojego pokoju i położyłam się na łóżku. Chwyciłam blister i wycisnęłam z niego jeden proszek. Po chwili zastanowienia na moją rękę upadł kolejny. Połknęłam je bez popijania i wtuliłam głowę w poduszkę, starając się zasnąć.
***
- Słuuuucham?! – przeciągły krzyk mojej mamy przeciął ciszę panującą w mieszkaniu.
Daj spać ludziom, mamo.
- Mamo, uspokój się… - opanowany głos mojego brata nie był w stanie uspokoić mojej mamy.
- Jak mam się uspokoić?! Po tym, co on powiedział?!
Zaraz. Jaki on? Ile spałam? Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Jest 20:47. Spałam 3 godziny. Przeciągnęłam się na łóżku i podsłuchiwałam rozmowę.
- Och, proszę pani. Jestem pewny, że u mnie będzie miała lepiej. A poza tym… Nie wiem co jest lepsze. Zabrać ją czy zabić. Wolałbym, żeby żyła. Harry kiedyś pokazywał mi jej zdjęcia. Ładna dziewczyna, idealna, by się gdzieś z nią pokazać. Żal taką w trumnę chować…
Wyprostowałam się automatycznie. Poznałabym ten głos wszędzie. Na dodatek ten głos mówił o mnie. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do drzwi. Uchyliłam trochę, by lepiej słyszeć rozmowę. Zobaczyłam, że przy stole siedzi Louis. Był bardzo spokojny. Nie to co moja mama. Miała zaciśnięte pięści i wyglądała, jakby tylko czekała, by zaatakować chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Harry z pozoru był spokojny. Widziałam, jak na jego umięśnionych rękach pokazują się żyły.
- Może i tak... Ale ja nie oddam ot tak mojej córki byle łachudrze.
- Macie tydzień na podjęcie decyzji. Potem przyjeżdżam. Jeśli nie będziecie chcieli jej oddać, to zastrzelę Helen i panią. Jak oddacie ją... Będzie miała lepsze życie. Bezpieczniejsze. Dokładniejsze warunki naszej umowy dostarczy jutro Parker. Żegnam panią. - ukłonił się przed moją mamą. - Cześć, Harry.
Nie wiem, czemu to zrobiłam. Wybiegłam stamtąd i stanęłam przed wychodzącym mężczyzną.
- Nigdzie nie pójdę. Rozumiesz?
Spojrzał się na mnie i wybuchnął śmiechem, jednak po chwili jego twarz na powrót stała się poważna i nieprzejrzana.
- Kochanie... Za to też Cię lubię. Za tą upartość. - pogłaskał mnie po policzku, ale ja natychmiast strząsnęłam jego dłoń. - Mam nadzieję, że trochę stopniejesz.
Musnął moją dłoń, gdy mnie mijał. Poczułam chłód w palcach.
- Do zobaczenia, Hellena.
xX

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobało się? Skomentuj!