Z dedykacją dla Niny. Dziękuję Ci kochanie za wszystko i za to, że mnie nie zostawiłaś, chociaż jestem najbardziej pojebanym człowiekiem na tej półkuli. No dobra, zostają Directionerki ruchające plakaty... XD
With love, Bells x
____________
Otworzyłam oczy i pierwsze, co zobaczyłam, było to, że krzesło stało znowu obok biurka. Wstałam z łóżka i leniwie się przeciągnęłam.
- Dzień dobry, kochanie! Zejdź na dół za chwilę! – usłyszałam z parteru.
Skąd on wiedział, że wstałam? Louis… Przerażasz mnie. Wysunęłam spod łóżka walizkę i wyjęłam kapcie. Moje ulubione, w kształcie głowy lwa. Założyłam długi sweter i wyszłam z pokoju. W domu było zimno. Pewnie on jeszcze nie zdążył napalić w piecu. Zeszłam po schodach. Skręciłam w drugi korytarz z lewej strony, bo z niego dobiegały odgłosy telewizora i smażenia. Weszłam do dużego pomieszczenia, które było kuchnią. On naprawdę miał jakiś kompleks mniejszości.
- Dzień dobry, Louis. Co pichcisz?
- Jajecznicę. Nie jestem może mistrzem, jeśli idzie o kuchnię, ale parę rzeczy umiem sam zrobić.
- Za to jesteś mistrzem, jeśli idzie o kołysanki. Szybko się po nich usypia.
- Dziękuję. Ale ty zawsze szybko usypiasz.
Spaliłam buraka.
- Mam takie małe pytanie… Ten tekst… - usiadłam na blacie kuchennym.
- Tak..?
- Znaczył coś więcej?
Louis odłożył na bok drewnianą łyżkę, którą przed sekundą mieszał jajka. Złapał ścierkę i wytarł o nią ręce.
- Nie. Po prostu… Moja była tak lubiła śpiewać. Lubiła tą piosenkę i to była jedyna kołysanka, która mi przyszła wtedy do głowy.
- Musiałeś ją kochać. Opowiedz o niej coś więcej.
- Nie. Nie ma opcji. To jest… Za ciężkie.
- Kiedyś mi opowiesz, obiecaj.
- Obiecuję.
- A teraz daj te jajka, bo spalisz. – zsunęłam się z blatu i delikatnie popchnęłam Louisa łokciem, po czym złapałam łyżkę i mieszałam nią na patelni. – Dobrze wygląda! Może coś z ciebie wyrośnie…
Louis zaśmiał się i odszedł parę kroków do tyłu, po czym zaszurał krzesłem i na nim usiadł.
- Gdzie trzymasz talerze?
- Nad tobą i dwie szafki w prawo.
Przesunęłam się trochę i sięgnęłam po talerze. Nałożyłam solidne dwie porcje, po czym sięgnęłam do chlebaka i wyjęłam cztery kromki chleba, po dwie na głowę. Zaniosłam je na stół. Postawiłam przed Louisem, który po chwili poderwał się i poszedł po widelce. Podał mi jednego.
- Smacznego. – powiedzieliśmy równocześnie, po czym stłumiliśmy chichot. Jego śmiech był zaraźliwy.
Jedliśmy w milczeniu. Szybko skończyłam, ponieważ zawsze byłam tą, co zjada najwięcej i w najkrótszym czasie. Poczekałam, jak on też skończy jedzenie i zabrałam talerz.
- Szybka jesteś.
- No jasne.
- Szkoda, że nie w bieganiu.
Odwróciłam się i zaczęłam zmywać naczynia, by nie poznał, że na mojej twarzy wykwitł rumieniec. Nagle poczułam czyjeś silne ręce na moich biodrach i czyjeś usta przy moim uchu.
- Przecież ja wiem, jak na ciebie działam. Wiem, że masz rumieniec na policzkach. Uwierz mi, nie jesteś pierwszą, ale także nie ostatnią.
Odłożyłam talerze i wytarłam ręce w tą samą szmatkę, w którą Louis wycierał swoje dłonie jakieś dwadzieścia minut temu.
- Proszę, puść mnie.
Odwrócił mnie do siebie przodem. Jego oczy spoczęły w moich. Czułam się taka malutka.
- Wiesz, na co mam ochotę?
- Na co? – wychrypiałam. Głos powoli odmawiał mi posłuszeństwa.
- Chcę zobaczyć, jak całujesz.
- Nie. Obiecałeś coś.
- To nie jest dobieranie się! Chcę poczuć twoje usta.
- Tylko krok nas od dobierania się dzieli. Nie. To miał być suchy układ.
- I będzie. Ale gdziekolwiek się nie pokażesz, będziesz przedstawiona jako dziewczyna Louisa Tomlinsona. Będziemy się musieli kiedyś pocałować przy ludziach i to będzie wyglądało sztucznie.
Wyrwałam się z jego objęć. Odeszłam parę kroków i szczelniej otuliłam się swetrem.
- Nie będę się z tobą całować. Nigdy. Rozumiesz?
- Mi się nie odmawia, pamiętasz?
- Co mi zrobisz? Zabijesz mnie? Czemu zastraszasz ludzi? Bo inaczej by cię nie szanowali? Wiesz co, mimo wszystko, mimo to, że zabiłeś mi ojca, mimo to, że czasami zachowujesz się jak tępy kutas, szanuję cię.
- Naprawdę? – oparł się o zlew.
- Naprawdę. – podeszłam do niego i objęłam go za szyję ramieniem. – I też wiem, jak na ciebie działam. Nie ukrywaj tego, ja ci się podobam.
- Wcale bo…
Nie dokończył, ponieważ wpiłam swoje usta w jego. Przez chwilę był zdezorientowany, ale po paru sekundach objął mnie w pasie i odwzajemnił pocałunek. Chciał go pogłębić, ale ja zastopowałam. Objęłam go drugim ramieniem. Gdy nie mogłam złapać tchu, odchyliłam się trochę, tylko po to, by spojrzeć się w jego szare oczy.
- I co teraz powiesz?
- Podobasz mi się. Ale to nie jest zauroczenie. – zostawiłam pocałunek na linii jego szczęki. – Może trochę. – pocałowałam go w lekko zarośnięty policzek. – Czemu ci tak na tym zależy? – ucałowałam nos.
Jego usta musnęły moją brodę, po czym przesunęły się trochę wyżej, by musnąć moje wargi. Po chwili jednak przylgnęły całe, a moje serce pompowało krew z zatrważającą szybkością. Odczepiłam się od nich.
- Bo może chcę mieć pewność, czy dobrze ulokowałam uczucia?
- Jeśli o to ci chodzi… Tak, kocham cię. I to jest ciężkie do powiedzenia, i nie wiem czy to jest miłość, ale czuję, że to jest coś więcej.
- Dajmy sobie szansę. Może coś z tego wyjdzie. Kocham cię, Louis.
- Kocham cię, Helen.
Nasze czułości przerwał dźwięk telefonu roznoszący się po całym domu. Chłopak wyrwał się z moich objęć i wyjął z tylnej kieszeni spodni komórkę. Oparł się o blat i odebrał połączenie.
- Cześć. Tak, ja. Na pewno. Będę. O 17? Dobra, nie spóźnię się. Znasz mnie. – puścił do mnie oczko. – Wezmę ją ze sobą. Przygotuj wszystko dobrze. Do zobaczenia.
Schował aparat do kieszeni i gdy napotkał moje pytające spojrzenie, uśmiechnął się.
- Dzisiaj twoja pierwsza próba. Godzina 17, otwarcie restauracji przez mojego kumpla.
- Kumpla?
- Kumpla. Tom zaraz ci coś przyniesie.
- Tom? – usiadłam na blacie i podniosłam brew.
- Mój człowiek. Wysłałem go po sukienkę dla ciebie.
- Skąd wiedziałeś, jaki mam rozmiar?
- Jak spałaś, otworzyłem twoją walizkę…
- Louisss…
- Mów mi Lou. I sprawdziłem rozmiar twoich ciuchów. Mam nadzieję, że będzie pasować.
- Ja też. – ześlizgnęłam się z blatu i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i podeszłam do walizki, by ją rozpakować. Przekładałam ciuchy do szafy, która mimo, że wypakowałam wszystkie ubrania, w połowie była pusta. Westchnęłam pod nosem i poszłam do łazienki. Z kosmetyczki wyjęłam krem i rozsmarowałam go po twarzy.
Usłyszałam z dołu dzwonek do drzwi i okrzyk Lou, że zaraz otworzy. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z toalety.
***
- Ślicznie wyglądasz. – Louis szepnął mi do ucha.
- Mówisz mi to pięćdziesiąty raz. Dziękuję i ogarnij się. – odszepnęłam.
Louis mocniej ścisnął moją dłoń i uśmiechnął się do jakiegoś mężczyzny. Pociągnął mnie za sobą i już po chwili witał się z nim. Dość szybko ogarnęłam, że są znajomi, może nawet dobrymi. Czując się trochę niepewnie w nieznajomym towarzystwie, szukałam jego ręki. On musnął moje palce, tylko po to, by je mocniej ścisnąć. Gdy poczułam jego ciepło, od razu się rozluźniłam.
- Ja głupek. Zapomniałem was przedstawić. To jest Andrew. To jest moja dziewczyna – poczułam w jego głosie dumę – Helena. Ta restauracja jest Andrew. Jest z tego dumny.
- Zapraszam was do stolika pod oknem.
- Drugi? – Lou podniósł brew.
- Tak. – Andrew zamaszyście pokiwał głową.
Podeszliśmy do stolika, a „mój chłopak” odsunął krzesło dla mnie. Usiedliśmy.
- Podoba ci się tu?
- Tak. Jest ładnie.
- Twoja sukienka jest ładniejsza.
- Pięćdziesiąty pierwszy raz.
- Eee tam, dzisiaj dojdę do setki.
Sukienka była prosta, o kolorze jasnego różu z wielką, czarną kokardą w pasie i czarnymi motywami roślinnymi na spódnicy. Podobała mi się, ale Louis przesadzał. Nagle zobaczyłam, że ktoś nadchodzi w naszą stronę. Gdy bliżej się przyjrzałam, zauważyłam, że jest to mój brat. On jakby mnie nie dostrzegł i od razu podszedł do chłopaka siedzącego naprzeciwko mnie.
- Miałeś ją pilnować. Chronić. A nie takie jazdy odstawiasz. – wysyczał, ledwo trzymając się, by nie przyłożyć Louisowi.
- Spokojnie, nic się nie dzieje…
- Czemu jest niebezpiecznie?
- Siostra, słuchaj mnie. Cały lokal jest obstawiony sługusami Louisa. Oni zabiją Andrew jak tylko wyjdzie. Mogą tu zginąć niewinni ludzie, w tym ty. Miałeś jej tutaj nie przyprowadzać.
- Louis, to prawda? – chłopak wstał i poklepał mojego brata po ramieniu.
- Młody, zabawa się dopiero rozpoczyna.
xX
With love, Bells x
____________
Otworzyłam oczy i pierwsze, co zobaczyłam, było to, że krzesło stało znowu obok biurka. Wstałam z łóżka i leniwie się przeciągnęłam.
- Dzień dobry, kochanie! Zejdź na dół za chwilę! – usłyszałam z parteru.
Skąd on wiedział, że wstałam? Louis… Przerażasz mnie. Wysunęłam spod łóżka walizkę i wyjęłam kapcie. Moje ulubione, w kształcie głowy lwa. Założyłam długi sweter i wyszłam z pokoju. W domu było zimno. Pewnie on jeszcze nie zdążył napalić w piecu. Zeszłam po schodach. Skręciłam w drugi korytarz z lewej strony, bo z niego dobiegały odgłosy telewizora i smażenia. Weszłam do dużego pomieszczenia, które było kuchnią. On naprawdę miał jakiś kompleks mniejszości.
- Dzień dobry, Louis. Co pichcisz?
- Jajecznicę. Nie jestem może mistrzem, jeśli idzie o kuchnię, ale parę rzeczy umiem sam zrobić.
- Za to jesteś mistrzem, jeśli idzie o kołysanki. Szybko się po nich usypia.
- Dziękuję. Ale ty zawsze szybko usypiasz.
Spaliłam buraka.
- Mam takie małe pytanie… Ten tekst… - usiadłam na blacie kuchennym.
- Tak..?
- Znaczył coś więcej?
Louis odłożył na bok drewnianą łyżkę, którą przed sekundą mieszał jajka. Złapał ścierkę i wytarł o nią ręce.
- Nie. Po prostu… Moja była tak lubiła śpiewać. Lubiła tą piosenkę i to była jedyna kołysanka, która mi przyszła wtedy do głowy.
- Musiałeś ją kochać. Opowiedz o niej coś więcej.
- Nie. Nie ma opcji. To jest… Za ciężkie.
- Kiedyś mi opowiesz, obiecaj.
- Obiecuję.
- A teraz daj te jajka, bo spalisz. – zsunęłam się z blatu i delikatnie popchnęłam Louisa łokciem, po czym złapałam łyżkę i mieszałam nią na patelni. – Dobrze wygląda! Może coś z ciebie wyrośnie…
Louis zaśmiał się i odszedł parę kroków do tyłu, po czym zaszurał krzesłem i na nim usiadł.
- Gdzie trzymasz talerze?
- Nad tobą i dwie szafki w prawo.
Przesunęłam się trochę i sięgnęłam po talerze. Nałożyłam solidne dwie porcje, po czym sięgnęłam do chlebaka i wyjęłam cztery kromki chleba, po dwie na głowę. Zaniosłam je na stół. Postawiłam przed Louisem, który po chwili poderwał się i poszedł po widelce. Podał mi jednego.
- Smacznego. – powiedzieliśmy równocześnie, po czym stłumiliśmy chichot. Jego śmiech był zaraźliwy.
Jedliśmy w milczeniu. Szybko skończyłam, ponieważ zawsze byłam tą, co zjada najwięcej i w najkrótszym czasie. Poczekałam, jak on też skończy jedzenie i zabrałam talerz.
- Szybka jesteś.
- No jasne.
- Szkoda, że nie w bieganiu.
Odwróciłam się i zaczęłam zmywać naczynia, by nie poznał, że na mojej twarzy wykwitł rumieniec. Nagle poczułam czyjeś silne ręce na moich biodrach i czyjeś usta przy moim uchu.
- Przecież ja wiem, jak na ciebie działam. Wiem, że masz rumieniec na policzkach. Uwierz mi, nie jesteś pierwszą, ale także nie ostatnią.
Odłożyłam talerze i wytarłam ręce w tą samą szmatkę, w którą Louis wycierał swoje dłonie jakieś dwadzieścia minut temu.
- Proszę, puść mnie.
Odwrócił mnie do siebie przodem. Jego oczy spoczęły w moich. Czułam się taka malutka.
- Wiesz, na co mam ochotę?
- Na co? – wychrypiałam. Głos powoli odmawiał mi posłuszeństwa.
- Chcę zobaczyć, jak całujesz.
- Nie. Obiecałeś coś.
- To nie jest dobieranie się! Chcę poczuć twoje usta.
- Tylko krok nas od dobierania się dzieli. Nie. To miał być suchy układ.
- I będzie. Ale gdziekolwiek się nie pokażesz, będziesz przedstawiona jako dziewczyna Louisa Tomlinsona. Będziemy się musieli kiedyś pocałować przy ludziach i to będzie wyglądało sztucznie.
Wyrwałam się z jego objęć. Odeszłam parę kroków i szczelniej otuliłam się swetrem.
- Nie będę się z tobą całować. Nigdy. Rozumiesz?
- Mi się nie odmawia, pamiętasz?
- Co mi zrobisz? Zabijesz mnie? Czemu zastraszasz ludzi? Bo inaczej by cię nie szanowali? Wiesz co, mimo wszystko, mimo to, że zabiłeś mi ojca, mimo to, że czasami zachowujesz się jak tępy kutas, szanuję cię.
- Naprawdę? – oparł się o zlew.
- Naprawdę. – podeszłam do niego i objęłam go za szyję ramieniem. – I też wiem, jak na ciebie działam. Nie ukrywaj tego, ja ci się podobam.
- Wcale bo…
Nie dokończył, ponieważ wpiłam swoje usta w jego. Przez chwilę był zdezorientowany, ale po paru sekundach objął mnie w pasie i odwzajemnił pocałunek. Chciał go pogłębić, ale ja zastopowałam. Objęłam go drugim ramieniem. Gdy nie mogłam złapać tchu, odchyliłam się trochę, tylko po to, by spojrzeć się w jego szare oczy.
- I co teraz powiesz?
- Podobasz mi się. Ale to nie jest zauroczenie. – zostawiłam pocałunek na linii jego szczęki. – Może trochę. – pocałowałam go w lekko zarośnięty policzek. – Czemu ci tak na tym zależy? – ucałowałam nos.
Jego usta musnęły moją brodę, po czym przesunęły się trochę wyżej, by musnąć moje wargi. Po chwili jednak przylgnęły całe, a moje serce pompowało krew z zatrważającą szybkością. Odczepiłam się od nich.
- Bo może chcę mieć pewność, czy dobrze ulokowałam uczucia?
- Jeśli o to ci chodzi… Tak, kocham cię. I to jest ciężkie do powiedzenia, i nie wiem czy to jest miłość, ale czuję, że to jest coś więcej.
- Dajmy sobie szansę. Może coś z tego wyjdzie. Kocham cię, Louis.
- Kocham cię, Helen.
Nasze czułości przerwał dźwięk telefonu roznoszący się po całym domu. Chłopak wyrwał się z moich objęć i wyjął z tylnej kieszeni spodni komórkę. Oparł się o blat i odebrał połączenie.
- Cześć. Tak, ja. Na pewno. Będę. O 17? Dobra, nie spóźnię się. Znasz mnie. – puścił do mnie oczko. – Wezmę ją ze sobą. Przygotuj wszystko dobrze. Do zobaczenia.
Schował aparat do kieszeni i gdy napotkał moje pytające spojrzenie, uśmiechnął się.
- Dzisiaj twoja pierwsza próba. Godzina 17, otwarcie restauracji przez mojego kumpla.
- Kumpla?
- Kumpla. Tom zaraz ci coś przyniesie.
- Tom? – usiadłam na blacie i podniosłam brew.
- Mój człowiek. Wysłałem go po sukienkę dla ciebie.
- Skąd wiedziałeś, jaki mam rozmiar?
- Jak spałaś, otworzyłem twoją walizkę…
- Louisss…
- Mów mi Lou. I sprawdziłem rozmiar twoich ciuchów. Mam nadzieję, że będzie pasować.
- Ja też. – ześlizgnęłam się z blatu i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i podeszłam do walizki, by ją rozpakować. Przekładałam ciuchy do szafy, która mimo, że wypakowałam wszystkie ubrania, w połowie była pusta. Westchnęłam pod nosem i poszłam do łazienki. Z kosmetyczki wyjęłam krem i rozsmarowałam go po twarzy.
Usłyszałam z dołu dzwonek do drzwi i okrzyk Lou, że zaraz otworzy. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z toalety.
***
- Ślicznie wyglądasz. – Louis szepnął mi do ucha.
- Mówisz mi to pięćdziesiąty raz. Dziękuję i ogarnij się. – odszepnęłam.
Louis mocniej ścisnął moją dłoń i uśmiechnął się do jakiegoś mężczyzny. Pociągnął mnie za sobą i już po chwili witał się z nim. Dość szybko ogarnęłam, że są znajomi, może nawet dobrymi. Czując się trochę niepewnie w nieznajomym towarzystwie, szukałam jego ręki. On musnął moje palce, tylko po to, by je mocniej ścisnąć. Gdy poczułam jego ciepło, od razu się rozluźniłam.
- Ja głupek. Zapomniałem was przedstawić. To jest Andrew. To jest moja dziewczyna – poczułam w jego głosie dumę – Helena. Ta restauracja jest Andrew. Jest z tego dumny.
- Zapraszam was do stolika pod oknem.
- Drugi? – Lou podniósł brew.
- Tak. – Andrew zamaszyście pokiwał głową.
Podeszliśmy do stolika, a „mój chłopak” odsunął krzesło dla mnie. Usiedliśmy.
- Podoba ci się tu?
- Tak. Jest ładnie.
- Twoja sukienka jest ładniejsza.
- Pięćdziesiąty pierwszy raz.
- Eee tam, dzisiaj dojdę do setki.
Sukienka była prosta, o kolorze jasnego różu z wielką, czarną kokardą w pasie i czarnymi motywami roślinnymi na spódnicy. Podobała mi się, ale Louis przesadzał. Nagle zobaczyłam, że ktoś nadchodzi w naszą stronę. Gdy bliżej się przyjrzałam, zauważyłam, że jest to mój brat. On jakby mnie nie dostrzegł i od razu podszedł do chłopaka siedzącego naprzeciwko mnie.
- Miałeś ją pilnować. Chronić. A nie takie jazdy odstawiasz. – wysyczał, ledwo trzymając się, by nie przyłożyć Louisowi.
- Spokojnie, nic się nie dzieje…
- Czemu jest niebezpiecznie?
- Siostra, słuchaj mnie. Cały lokal jest obstawiony sługusami Louisa. Oni zabiją Andrew jak tylko wyjdzie. Mogą tu zginąć niewinni ludzie, w tym ty. Miałeś jej tutaj nie przyprowadzać.
- Louis, to prawda? – chłopak wstał i poklepał mojego brata po ramieniu.
- Młody, zabawa się dopiero rozpoczyna.
xX
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podobało się? Skomentuj!