CIOCIA BELLS RADZI:
Jeśli cokolwiek jesz, pijesz czy coś w tym stylu to odstaw. Za duże stężenie cukru i tęczy w tym rozdziale :'D
Ale i tak miłego czytania ;)
_______________________
Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Nie odzywałam się do Louisa od rana i nie miałam zamiaru przez najbliższe parę dni. Może za mną zatęskni, ale w końcu... Nic dla niego nie znaczę. Te dwa słowa są dla niego bez znaczenia, a dla mnie ochroną życia.
Wsiadłam w autobus, którym mogłam dojechać na przystanek niedaleko mojego domu rodzinnego. Gdy dotarłam na miejsce, zobaczyłam moje trzy przyjaciółki. Zawsze razem. Nawet, gdy poszłyśmy na studia, wybrałyśmy ten sam kierunek. Filologia angielska.
- Cześć, miśku. - Megan podeszła do mnie i ucałowała mnie w policzek. Przywitałam się z nią, Margaret i Misty.
- Jak tam u...? U...? No... Louisa?
- Wiesz jak jest. Ale później wam dokładnie opowiem. Widzicie tamtego gościa obok śmietnika?
- Tego takiego karczka?
- Tak. On jest od Louisa. Wyczaiłam to. Jedzie za mną od naszego domu.
- Naszego? - Megan założyła ręce na piersi i strzeliła brwiami.
- Louisa. Co za różnica? Będę tam mieszkać do usranej śmierci. - kopnęłam kamyk, który leżał pod moim butem, próbując ukryć zażenowanie.
- Jedzie nasz. Wsiadamy. - powiedziała cicha dotąd Misty. Wsiadłyśmy do pojazdu i dojechałyśmy na uczelnię.
***
Leżałam w łóżku z książką w ręku. Powtarzałam sobie na jutro. Słuchałam muzyki i myślałam o Louisie. Cały dzień nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Nagle on wszedł do pokoju. 'O wilku mowa' - pomyślałam. Chłopak potraktował mnie jak powietrze. Podszedł do biurka i odsunął krzesło. Usiadł na nim i zapalił lampkę. Przesunął fotel bokiem do stolika, a w jego ręku błysnął srebrny długopis. Otworzył notes, który dopiero zauważyłam i zaczął coś w nim pisać. Zamknęłam z trzaskiem podręcznik i zgasiłam światło przy łóżku. Nie zareagował. Westchnęłam ciężko i odwróciłam się do niego plecami. Sytuacja ta powtarzała się przez tydzień. Aż nadeszła sobota.
***
Ubrałam za dużą, czarną koszulkę i szorty, po czym zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Louis miesza w garnkach. Oparłam się o stolik kuchenny na przedramionach i złapałam winogrono. Z zaciekawieniem oglądałam plecy chłopaka.
- Co jeszcze twoja była lubiła śpiewać?
- Słucham? – odwrócił się do mnie. Na jego twarzy malowało się zdumienie.
- No co? – wyprostowałam się.
- Kobieto, tydzień się do mnie nie odzywasz, a nagle przychodzisz do mnie i pytasz się o ulubione piosenki mojej byłej. To nie jest dziwne?
- Może miałam PMS?
- A no tak. Zapomniałem. Mam się uzbroić w tampony i termofor, tak?
- Korzystam z podpasek, ale termofor się przyda. – obeszłam stół dookoła i usiadłam na nim. Ciekawsko zajrzałam do garnka.
- Co tam gotujesz?
- Zupę. Brokułową. Lubisz?
- Kocham brokułową. A jakie piosenki jeszcze śpiewała twoja była?
- Upierdliwa jesteś.
- Po bracie.
- Prawda.
- Dowiem się dzisiaj?
- Jest taka część mnie, której nigdy nie poznasz, jedyna rzecz, której nigdy ci nie pokażę.
- Dalej!
- Nie pamiętam.
- Rozpaczliwie będę cię kochał nieskończenie, rozpaczliwie dam ci wszystko, ale nie porzucę cię i nie zostawię cię upadającego. Tekst nie jest trudny.
- Wow. Znasz coś jeszcze?
- Znam. Ale to może kiedy indziej. Słyszałam gdzieś, że faceci lubią szczyptę tajemniczości.
- Dla mnie i tak jesteś wielką zagadką. – podszedł do mnie i oparł swoje dłonie o moje uda. Położyłam swoje ręce na jego. Wysunął delikatnie się spod mojej skóry i objął mnie w pasie. Podniósł mnie do góry, a ja oplotłam nogami jego biodra. Zbliżyłam usta do jego ucha.
- Zupa ci się przypali.
- Zupa mnie nie obchodzi, kochanie. – odszepnął.
Patrzył się w moje oczy, a ja dostrzegłam w jego ogniki. Małe, tańczące płomyki.
- Co cię obchodzi?
- Ty.
- A to znasz: Chcę wypędzić demony z twojej przeszłości? - zamruczałam.
- Co chcesz wiedzieć?
- Czemu śpiewałeś piosenki, które śpiewała twoja była?
- Powtórzenie.
- Louis.
- Dobrze. Ale to nie będzie łatwe. – poluźnił uścisk, a ja opuściłam nogi na podłogę. – Nic nie będzie łatwe. Karen, ona miała na imię Karen. Byliśmy z sobą przez dwa lata. Ukrywałem, kim jestem. W końcu jej powiedziałem. – przełknął głośno ślinę, a po jego policzku pociekła łza. Otarłam ją, a on ujął moją dłonią i trzymał przy swoim policzku. – Wyszła i powiedziała, że musi nad tym pomyśleć. Zadzwoniłem do niej po tygodniu. Ona nie żyła. Wpadła pod samochód. – łzy pociekły mu swobodnie po twarzy.
- Przykro mi. – przytuliłam jego głowę do swojej klatki.
- I wiesz, czego się najbardziej boję? – wyrwał się z moich objęć – Tego, że i ciebie stracę. Ty mnie nie kochasz, ale jeśli pozwolisz, bym się tobą zajął, to uczynię cię najszczęśliwszą kobietą na świecie. Jak nie, to wyjdź. Spakuj się i wyjdź. Lepiej będzie, jak mnie teraz opuścisz, niż jak później, kiedy… będzie już za późno. Teraz też jest za późno. Boję się pokochać. Naprawdę się boję.
- Nie opuszczę cię. – ujęłam jego podbródek i zmusiłam, by się na mnie spojrzał. – Wiesz czemu? Ty mnie potrzebujesz bardziej niż czegokolwiek innego. I tak, wcześniej kłamałam. Ale teraz możesz być pewnym, że… - złapałam jego dłoń i położyłam na lewej stronie mojej klatki piersiowej – to serce bije dla ciebie. Raz zostałeś opuszczony i obiecuję ci, to się więcej nie powtórzy.
***
- Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale ja go kocham. – powiedziałam do Megan.
- Zabił ci ojca…
- Wiem, Megan. Kurczę… Nie wiem co z tym zrobić.
- On cię kocha? Szanuje cię?
- Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy.
***
- To ty taki sprytny jesteś. Parę ładnych słówek, a potem sru do łóżka! – Tom klepnął mnie w plecy.
- To nie jest tak, jak mówisz.
- Wszystkie na to lecą.
- Helen nie jest taka jak wszystkie. Ona jest tą jedyną.
Jeśli cokolwiek jesz, pijesz czy coś w tym stylu to odstaw. Za duże stężenie cukru i tęczy w tym rozdziale :'D
Ale i tak miłego czytania ;)
_______________________
Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Nie odzywałam się do Louisa od rana i nie miałam zamiaru przez najbliższe parę dni. Może za mną zatęskni, ale w końcu... Nic dla niego nie znaczę. Te dwa słowa są dla niego bez znaczenia, a dla mnie ochroną życia.
Wsiadłam w autobus, którym mogłam dojechać na przystanek niedaleko mojego domu rodzinnego. Gdy dotarłam na miejsce, zobaczyłam moje trzy przyjaciółki. Zawsze razem. Nawet, gdy poszłyśmy na studia, wybrałyśmy ten sam kierunek. Filologia angielska.
- Cześć, miśku. - Megan podeszła do mnie i ucałowała mnie w policzek. Przywitałam się z nią, Margaret i Misty.
- Jak tam u...? U...? No... Louisa?
- Wiesz jak jest. Ale później wam dokładnie opowiem. Widzicie tamtego gościa obok śmietnika?
- Tego takiego karczka?
- Tak. On jest od Louisa. Wyczaiłam to. Jedzie za mną od naszego domu.
- Naszego? - Megan założyła ręce na piersi i strzeliła brwiami.
- Louisa. Co za różnica? Będę tam mieszkać do usranej śmierci. - kopnęłam kamyk, który leżał pod moim butem, próbując ukryć zażenowanie.
- Jedzie nasz. Wsiadamy. - powiedziała cicha dotąd Misty. Wsiadłyśmy do pojazdu i dojechałyśmy na uczelnię.
***
Leżałam w łóżku z książką w ręku. Powtarzałam sobie na jutro. Słuchałam muzyki i myślałam o Louisie. Cały dzień nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Nagle on wszedł do pokoju. 'O wilku mowa' - pomyślałam. Chłopak potraktował mnie jak powietrze. Podszedł do biurka i odsunął krzesło. Usiadł na nim i zapalił lampkę. Przesunął fotel bokiem do stolika, a w jego ręku błysnął srebrny długopis. Otworzył notes, który dopiero zauważyłam i zaczął coś w nim pisać. Zamknęłam z trzaskiem podręcznik i zgasiłam światło przy łóżku. Nie zareagował. Westchnęłam ciężko i odwróciłam się do niego plecami. Sytuacja ta powtarzała się przez tydzień. Aż nadeszła sobota.
***
Ubrałam za dużą, czarną koszulkę i szorty, po czym zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Louis miesza w garnkach. Oparłam się o stolik kuchenny na przedramionach i złapałam winogrono. Z zaciekawieniem oglądałam plecy chłopaka.
- Co jeszcze twoja była lubiła śpiewać?
- Słucham? – odwrócił się do mnie. Na jego twarzy malowało się zdumienie.
- No co? – wyprostowałam się.
- Kobieto, tydzień się do mnie nie odzywasz, a nagle przychodzisz do mnie i pytasz się o ulubione piosenki mojej byłej. To nie jest dziwne?
- Może miałam PMS?
- A no tak. Zapomniałem. Mam się uzbroić w tampony i termofor, tak?
- Korzystam z podpasek, ale termofor się przyda. – obeszłam stół dookoła i usiadłam na nim. Ciekawsko zajrzałam do garnka.
- Co tam gotujesz?
- Zupę. Brokułową. Lubisz?
- Kocham brokułową. A jakie piosenki jeszcze śpiewała twoja była?
- Upierdliwa jesteś.
- Po bracie.
- Prawda.
- Dowiem się dzisiaj?
- Jest taka część mnie, której nigdy nie poznasz, jedyna rzecz, której nigdy ci nie pokażę.
- Dalej!
- Nie pamiętam.
- Rozpaczliwie będę cię kochał nieskończenie, rozpaczliwie dam ci wszystko, ale nie porzucę cię i nie zostawię cię upadającego. Tekst nie jest trudny.
- Wow. Znasz coś jeszcze?
- Znam. Ale to może kiedy indziej. Słyszałam gdzieś, że faceci lubią szczyptę tajemniczości.
- Dla mnie i tak jesteś wielką zagadką. – podszedł do mnie i oparł swoje dłonie o moje uda. Położyłam swoje ręce na jego. Wysunął delikatnie się spod mojej skóry i objął mnie w pasie. Podniósł mnie do góry, a ja oplotłam nogami jego biodra. Zbliżyłam usta do jego ucha.
- Zupa ci się przypali.
- Zupa mnie nie obchodzi, kochanie. – odszepnął.
Patrzył się w moje oczy, a ja dostrzegłam w jego ogniki. Małe, tańczące płomyki.
- Co cię obchodzi?
- Ty.
- A to znasz: Chcę wypędzić demony z twojej przeszłości? - zamruczałam.
- Co chcesz wiedzieć?
- Czemu śpiewałeś piosenki, które śpiewała twoja była?
- Powtórzenie.
- Louis.
- Dobrze. Ale to nie będzie łatwe. – poluźnił uścisk, a ja opuściłam nogi na podłogę. – Nic nie będzie łatwe. Karen, ona miała na imię Karen. Byliśmy z sobą przez dwa lata. Ukrywałem, kim jestem. W końcu jej powiedziałem. – przełknął głośno ślinę, a po jego policzku pociekła łza. Otarłam ją, a on ujął moją dłonią i trzymał przy swoim policzku. – Wyszła i powiedziała, że musi nad tym pomyśleć. Zadzwoniłem do niej po tygodniu. Ona nie żyła. Wpadła pod samochód. – łzy pociekły mu swobodnie po twarzy.
- Przykro mi. – przytuliłam jego głowę do swojej klatki.
- I wiesz, czego się najbardziej boję? – wyrwał się z moich objęć – Tego, że i ciebie stracę. Ty mnie nie kochasz, ale jeśli pozwolisz, bym się tobą zajął, to uczynię cię najszczęśliwszą kobietą na świecie. Jak nie, to wyjdź. Spakuj się i wyjdź. Lepiej będzie, jak mnie teraz opuścisz, niż jak później, kiedy… będzie już za późno. Teraz też jest za późno. Boję się pokochać. Naprawdę się boję.
- Nie opuszczę cię. – ujęłam jego podbródek i zmusiłam, by się na mnie spojrzał. – Wiesz czemu? Ty mnie potrzebujesz bardziej niż czegokolwiek innego. I tak, wcześniej kłamałam. Ale teraz możesz być pewnym, że… - złapałam jego dłoń i położyłam na lewej stronie mojej klatki piersiowej – to serce bije dla ciebie. Raz zostałeś opuszczony i obiecuję ci, to się więcej nie powtórzy.
***
- Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale ja go kocham. – powiedziałam do Megan.
- Zabił ci ojca…
- Wiem, Megan. Kurczę… Nie wiem co z tym zrobić.
- On cię kocha? Szanuje cię?
- Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy.
***
- To ty taki sprytny jesteś. Parę ładnych słówek, a potem sru do łóżka! – Tom klepnął mnie w plecy.
- To nie jest tak, jak mówisz.
- Wszystkie na to lecą.
- Helen nie jest taka jak wszystkie. Ona jest tą jedyną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podobało się? Skomentuj!