środa, 22 maja 2013

Rozdział VIII

W woli wyjaśnienia:
Pogrubiona czcionka to wspomnienie z perspektywy Louisa (czyt. jego ojciec opisał to trochę inaczej :))
___________________________


- Powiedz mi coś więcej o swojej rodzinie.
- Czemu?
- Ty wiesz o mojej wszystko, a ja o twojej nic.
Ścisnął kierownicę, aż jego kłykcie stały się białe.
- Nie sądzę, że powinnaś wiedzieć. Kiedyś.
- Wszystko ma być kiedyś.
- Tak, bo wszystko musi się kiedyś wydarzyć.
Zamilkliśmy. Atmosfera w aucie stała się tak gęsta, że oddychać było trudno. Miałam ochotę stamtąd wysiąść, ale musiałam zostać. Louis mnie potrzebował. Odetchnęłam głęboko. A ja potrzebowałam jego.
Nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. A zwłaszcza w to, że można zakochać się w człowieku, który zabrał ci wszystko. To było po prostu niemożliwe do momentu, w którym poznałam jego. ‘Wszystko musi się kiedyś zdarzyć’.
Srebrny Mercedes podjechał pod główne szpitalne wejście. Wyszłam z samochodu i spojrzałam się na Louisa. Był zamyślony, jakby nieobecny. Złapałam go za rękę, ale on wyciągnął ją z mojego uścisku. Przeszedł parę kroków i odwrócił się do mnie.
- Idziesz, czy będziesz tak stała?
***
Weszliśmy do jasno zielonej salki, w której leżał tylko jeden mężczyzna. Był umięśniony, ale wyglądał na zmęczonego. Do jego ramienia przyczepiona była kroplówka.
- Cześć tato.
Louis podszedł do niego i chwycił za rękę. Stanęłam za chłopakiem i obserwowałam reakcję leżącego mężczyzny. Otworzył oczy i spojrzał na syna szarymi oczami. Wtedy dowiedziałam się, po kim Lou odziedziczył to hipnotyzujące spojrzenie.
- Cześć, Louis. Zmieniłeś się. – wychrypiał.
- Może trochę. Tato, to jest moja dziewczyna, Helena. – mężczyzna uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę.
- Trevor, miło mi cię poznać.
Zawsze wyobrażałam sobie inaczej poznanie rodziców mojego partnera. Zwłaszcza tego pierwszego. Marzyłam o kolacji w restauracji, że będę miała połyskującą sukienkę do kolan i dwudziestocentymetrowe szpilki oraz że oczaruję jego rodziców swoją elokwencją i skromnością.
Rzeczywistość była całkowicie inna.
Stałam w obskurnej szpitalnej sali w trochę znoszonych jeansach i przydużym t-shircie nad łóżkiem umierającego ojca mojego chłopaka. Byłam ciekawa, gdzie podziewa się mama Louisa.
- Mi również. – uścisnęłam delikatnie dłoń i rzuciłam Louisowi pytające spojrzenie. Podłapał je i poruszył ustami. Znałam ten układ warg zbyt dobrze. ‘Kiedyś’.
- Tato, czemu wcześniej mnie nie powiadomiłeś? – rzucił rzeczowo Lou.
- Nie chciałem mieć z tobą kontaktu. Sam dobrze wiesz, czemu. – chłopak ukucnął przy łóżku i złapał swojego ojca za rękę.
- To może teraz też mam wyjść, skoro nie chcesz mieć ze mną kontaktu?
- Nie wychodź. Chciałem nadrobić to, co straciliśmy.
- Nic już nie nadrobimy. – chłopak poderwał się i wybiegł z sali.
- Przepraszam, ja pójdę za nim.
- Dobrze, trzymaj się. On zawsze był porywczy.
Pobiegłam w dół schodami i zobaczyłam, jak Louis chowa się w łazience. Męskiej łazience. Przeklnęłam cicho pod nosem, gdy popychałam drzwi. Stał roztrzęsiony nad umywalką. Podeszłam do niego i przejechałam ręką po jego plecach. Odwrócił się do mnie i złapał mnie za nadgarstek. W jego oczach widziałam ból i nienawiść. Po chwili poczułam silne uderzenie na policzku. Zaraz kolejne. Po chwili uderzył mnie pięścią. Raz, drugi, trzeci. Gdy ocknęłam się z oszołomienia, popchnęłam go na ścianę. Był jeszcze bardziej wkurzony. Nagle z mojego nosa polała się krew. Odwróciłam się i znalazłam ręcznik jednorazowy. Urwałam dwa listki i przytrzymałam przy nosie. Spojrzałam się na lustro, które wisiało nad umywalkami i wyszłam stamtąd. Przeszłam niezauważona przez pół szpitala i z niego wyszłam. Skierowałam się na ławkę i wyrzuciłam papier, który nie był mi już potrzebny, bo krwotok ustał. Usiadłam i z torebki wyjęłam lusterko, by się w nim przejrzeć. Po obu stronach twarzy zauważyłam zaczerwienie. Dobrze, że nie dotknął mnie palcami, bo wtedy wyglądałoby to podejrzanie. Poszukałam podkładu, który nosił tylko dlatego, bo Margaret dała mi go na urodziny i nałożyłam na twarz. Gdy skończyłam i uznałam, że mogę się pokazać ludziom, zobaczyłam, jak Louis wychodzi z budynku. Rozejrzał się i chyba mnie nie dostrzegł, bo wsiadł do samochodu i odjechał. Wtedy ja podniosłam się z ławki i weszłam do szpitala. Musiałam się dowiedzieć paru rzeczy.
***
- O, jak miło cię widzieć. Co z moim synem? – starszy mężczyzna podniósł głowę na mój widok.
- On ma się chyba dobrze. Pojechał do domu, był trochę zdenerwowany.
- Aha, właśnie widzę to trochę… - podniósł dłoń i pokazał małą, czerwoną plamkę na mojej bluzce.
- O Boże. – dopiero w tamtym momencie dostrzegłam plamkę krwi. Nie zważając na nią zbytnio, przyniosłam spod okna krzesło i ustawiwszy je obok łóżka, usiadłam na nim. – Proszę pana. Mam naprawdę ważną rzecz i Louis nie chce mi o niej powiedzieć i może pan…
- Trevor…
- Może pan mi powiedziałby co się stało…?
- O czym wiesz? – mężczyzna podniósł na mnie oczy.
- Wiem o Karen i Lily.
- Co cię nurtuje?
- Louis nie chciał mi powiedzieć, czemu Lily nie żyje. Wiem, że to może być dla niego ciężkie lub zbyt świeże, ale chciałabym… Naprawdę chcę mu pomóc.
- Jeśli wiesz o Karen, to pewnie też wiesz, że zginęła. Z tego co wiem…
- Louis, nie mogę być z tobą dłużej.
- Tyle lat mogłaś, czy to, że znasz prawdę, zmieniło coś?
- Tak, okłamywałeś mnie tyle lat! Zabieram Lily. Za tydzień dam znać, czy cokolwiek się zmieniło, ale w to wątpię.
Wyszła i trzasnęła drzwiami. Osunąłem się po ścianie i zacząłem płakać jak małe, bezbronne dziecko. Nigdy nie płakałem. Teraz miałem poczucie, że tracę coś najcenniejszego w moim życiu. Moją narzeczoną i moją córkę.
Tydzień później zadzwonił do niej. Nie odebrała jednak Karen, a jej matka.
- Dzień dobry. Mógłbym prosić Karen do telefonu?- w odpowiedzi usłyszałem jedynie cichy szloch – Przepraszam, mógłbym prosić Karen do telefonu?
- Karen nie żyje! I to przez ciebie!
Nogi ugięły się pode mną. Usiadłem na podłodze i zacząłem wypytywać się o szczegóły. Karen wyszła na spacer z naszą córką. Chciała pójść do parku, ale na przejściu dla pieszych potrącił ją pijany kierowca. Zmarła dzisiaj rano.
- To… tragiczne.
- Tak, Louis długo się nie mógł pozbierać. Gdy moja żona usłyszała o śmierci przyszłej synowej i wnuczki… Miała zawał. Nie uratowali jej.
- Przykro mi…
- Nie martw się, to było 3 lata temu… Czas zagoił w jakiejś części rany.
- Przepraszam, że pana naciągnęłam na takie zwierzenia…
- Nie szkodzi. Powinnaś była wiedzieć. Ale i tak Louis traktuje cię poważnie, skoro powiedział ci o Karen i Lily. Doceń to, proszę. Bądź dobra dla mojego syna, on tego potrzebuje.
- Dobrze, będę. Obiecuję.
***
- Halo?
- Cześć Louis. Z tej strony twoja niedawno pobita… Hmm… Współlokatorka. Dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy o twojej przeszłości. Czy mógłbyś być tak dobry i przyjechać pod szpital? Muszę z tobą pogadać.
Przez dłuższą chwilę po drugiej stronie słuchawki panowała cisza. W końcu usłyszałam siarczyste przekleństwo.
- Zaraz będę. Nie ruszaj się stamtąd.
Po jakichś piętnastu minutach zobaczyłam, jak srebrne auto wjeżdża na przyszpitalny parking. Podeszłam do niego i usiadłam obok kierowcy.
- Co wiesz?
- Może trochę milej do swojej dziewczyny? Wszystko wiem.
- I co masz zamiar z tym zrobić? Lepiej się czujesz z tą wiedzą?
- A żebyś wiedział. Teraz wiem, co ci siedzi w duszy.
- Skąd możesz wiedzieć…
- Jesteś przerażony. Boisz się wszystkiego. Straciłeś trzy najważniejsze kobiety w swoim życiu i swojego ojca. On już raz dla ciebie umarł, czyż nie? – Louis wyjechał z parkingu i wjechał w las. – Umarł dla ciebie, kiedy usłyszałeś od niego, że to przez ciebie one nie żyją. Przez twoje głupie zachowanie. Nie wiem tego na pewno, ale jest to jedyny racjonalny powód dla którego mogłeś z nim zerwać kontakt. Nie miałeś nikogo. Wplątałeś się w alkohol, panienki i imprezy. Tak było? – nie doczekałam się odpowiedzi, więc kontynuowałam wypowiedź. – Było tak. Chciałeś zapić poczucie samotności i tego, że dla każdego jesteś nieważny.  Dla tamtych lasek liczyła się tylko twoja kasa i może umiejętności w łóżku. Nie widziały tego Louisa, którego ja widzę. Nie miały pojęcia z kim mają do czynienia. A wtedy poznałeś mnie. – przełknęłam głośno ślinę. – Zgaduję bezbłędnie wszystkie twoje myśli, interesuję się tobą. Czy którakolwiek, która wcześniej widziała to zdjęcie, zainteresowała się, kto na nim jest? Nie sądzę. Może nawet go nie zauważyły. A ja byłam na tyle głupia i odważna, by pójść do twojego ojca i wypytać go o to. Bo się o ciebie martwię.
Gdy zatrzymał samochód, zauważyłam, że jesteśmy pod jego domem. Podszedł do moich drzwi i otworzył je. Wysiadłam z auta i poszłam za nim do domu. Weszliśmy do holu, a wtedy on złapał mnie za rękę i obrócił do siebie. Przycisnął swoje usta do moich i nie pozwolił mi oddychać. Odsunął się ode mnie, ale nasze czoła nadal się stykały.
- Chcę poznać wszystkie twoje tajemnice. Czuję, że jesteśmy jak dwie połówki jabłka. Pozwolisz mi? – objął mnie w pasie i złapał pomiędzy palce brzeg mojej bluzki.
- Wszystkie moje tajemnice? Brzmi kusząco. – zarzuciłam mu ręce na szyję i pozwoliłam zanieść się do jego sypialni. Położył mnie na łóżku i zamknął drzwi. Po chwil ubrania leżały pod ścianą, a nasze nagie ciała były splecione.
____________________
Nie będzie bardziej szczegółowego opisu zbliżenia intymnego, ponieważ... NIE I KONIEC. JA SIĘ DO TAKICH RZECZY NIE NADAJĘ XD

2 komentarze:

Podobało się? Skomentuj!