- Co tu się właściwie stało? – spojrzałam się pytającym wzrokiem na mamę i brata.
- Znowu się odgraża. Ale tym razem zrobiło się poważnie. – Harry rozłożył ręce
w geście bezsilności.
- No co ty nie powiesz?
W czasie, gdy my toczyliśmy słowną potyczkę, moja mama wpatrywała się tępo w
jeden punkt na ścianie.
- Powiem, nie powiem, nie ma to znaczenia. Jeśli z nim nie pójdziesz, to cię
zabije.
Pierwsza łza.
- Gdzie ja mam z nim pójść? Żyć? Jak mam z takim potworem żyć?
Druga łza.
- Na razie musisz z nim zamieszkać. Nie widzę innego wyjścia.
- A co jeśli się nie zgodzę?
- Zginiesz, tak jak tata.
- Kto za to wszystko odpowiada?
Histeria. Nie wiem jak inaczej opisać to, co zrobiła moja mama. Uderzyła
pięścią Harry’ego w brzuch i zaczęła mnie mocno przytulać, jakby nie chciała
mnie nigdy wypuścić. Jednak czas naszego pożegnania był wyznaczony – piątek,
trzynastego maja. Objęłam roztrzęsioną kobietę i znad jej czarnych loków
spojrzałam się z wyrzutem na brata, jednak mój wzrok po chwili złagodniał. Nie
wiedziałam, czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczę. Pokazałam mu ruchem głowy, aby
się zbliżył. Chłopak zacisnął wargi i spuścił głowę. Wahał się. Wiedział, że to
jego wina. Bał się. Każde z nas się bało. Mieliśmy tylko siebie i po raz
kolejny starali się nas rozdzielić. Harry niepewnie podszedł i przytulił nas.
Nie wiedziałam, jak Louis będzie mnie traktował. Nie wiedziałam, czy będę mogła
kontaktować się z rodziną. Wiedziałam, że nie mogę mu się postawić, ale
jednocześnie nie dam sobą pomiatać. Jestem Hellena Styles, a to nazwisko do
czegoś zobowiązuje. Będę walczyć o swoich bliskich, chociażby za cenę życia.
Odkleiłam się od dwójki najbliższych mi osób i patrzyłam się na nich, jakbym
chciała wyryć sobie w pamięci każdy detal ich twarzy.
- Wiem, że ten tydzień jest moim ostatnim „na wolności” i chcę go przeżyć jak
należy.
Harry głośno przełknął ślinę.
- Lub ostatnim w twoim życiu. Jego zachowanie jest wielką niewiadomą.
- Nie przypominaj mi o tym.
Wyminęłam ich i poszłam do dużego pokoju. Mama i brat poszli za mną. Chłopak
położył się na dywanie i przymknął oczy. Moja rodzicielka usiadła przy stole i
bębniła palcami w blat stołu. Cisza, przerywana tylko miarowym uderzaniem o
drewno, zapadła w całym domu. Nikt nie słuchał radia ani nie oglądał telewizji.
Czułam się, jakby coś tu umarło.
Bo teoretycznie umarło. A tym czymś byłam ja.
Stałam jak słup soli pośrodku pomieszczenia. Podeszłam do stołu. Odsunęłam
krzesło i ciężko się na nie osunęłam. Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki, mama podskoczyła na swoim miejscu i się podniosła. Przeszła przez cały
salon do biblioteczki. Zaczęła jeździć palcami po grzbietach albumów. Nie mogła
dosięgnąć właściwego. Zanim zdążyłam wstać, Harry już stał przy niej i
zdejmował odpowiedni.
- Dziękuję. – wyszeptała i obdarzyła go uśmiechem, a on odpowiedział jej tym
samym. Wyjęła z jego rąk album i położyła go na stole. Zaczęła przerzucać
strony. Przez ułamki sekund widziałam całe moje życie. Ukończenie pierwszej
klasy, pierwszy raz w ZOO, pierwszy raz na nartach. W końcu mama dotarła do
końcowych kartek. Tata z nowonarodzoną mną.
- Wiecie, Charles był taki dumny, że ma syna i córkę. Kochał dzieci. To jest
nadal trudne, ale… Harry. Jestem świadoma tego, że tata wie, że nie zrobiłeś
tego specjalnie. Jak raz wejdziesz w bagno, nie ma z niego ucieczki. Sądzę, że
on ci wybaczył. I ja to chcę zrobić. – podeszła do niego i pocałowała w czoło.
Harry’emu, pierwszy raz od pogrzebu taty, po policzkach pociekły łzy.
***
Z tyłu spodni wystawała mi dobrze pomiętolona kartka. W prawej ręce trzymałam
rączkę od walizki. Moja mama cały czas wydmuchiwała nos w chusteczkę.
- Och, mamo. Będę do was dzwonić codziennie i odwiedzać w miarę możliwości.
- O ile Louis ci pozwoli.
Zmroziłam brata wzrokiem. Ostatni raz przed wyjściem przytuliłam mamę i
zapewniłam, że wszystko będzie dobrze. Odsunęłam się od niej tylko po to, by
wpaść w objęcia Harry’ego. Popłakał się na moim ramieniu i przepraszał. Był
roztrzęsiony. Próbowałam po sobie nie dać poznać, jak cholernie się boję.
Otworzyłam drzwi i na podjeździe zobaczyłam szarego Mercedesa. No, no. Ma dobry
gust.
Gdy tylko przekroczyłam próg, z samochodu wyłoniła się osoba postawnego
mężczyzny o niedbale ułożonych włosach. Jego czarny t-shirt odstawał od ciała,
ale jeansy przylegały idealnie.
- Dobrze wybrałaś. Dzięki tobie nikt z twojej rodziny nie ucierpi.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Harry stoi w oknie i zaciska pięści.
- Jeden warunek.
- Słucham, kochanie.
- Dasz mojemu bratu spokój.
Na jego twarzy zamalowało się zdumienie. Chyba nikt jeszcze w życiu nie odezwał
się do niego tak zuchwale. Natychmiast ugryzłam się w język, ale było już za
późno. Podszedł do mnie i wtedy mogłam zobaczyć, że jest ode mnie sporo wyższy.
- Czego chcesz...?
- Chcę, żeby mieli normalne życie. Tylko tyle.
- Zgoda. – wyciągnął dłoń. Uścisnęłam ją.
Coś za łatwo poszło.
- Żadnego haczyka?
- Mogę dać im spokój, skoro dostałem to, czego chciałem. – wyszczerzył zęby w
uśmiechu. – Zamierzałem się na ciebie od tak dawna, ale twój brat zawsze był
sprytniejszy. Jednak tym razem postanowiłem być upartym. No ale cóż, zapraszam
cię do samochodu. Daj, wezmę.
Położył swoją dłoń na mojej i delikatnie wysunął z niej rączkę od walizki.
Podszedł do auta, otworzył bagażnik i wpakował torbę do środka. Przeszedł do
drzwi od strony pasażera, które uchylił i gestem ręki zaprosił mnie do środka.
Wślizgnęłam się do auta. Po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi z drugiej
strony.
- Hmm… A gdzie ty właściwie mieszkasz?
- W tym mieście. – uśmiechnął się. – Zaraz zobaczysz.
Spojrzałam się po raz ostatni na swój rodzinny dom. Pomachałam Harry’emu
stojącemu w oknie, a on mi odmachał. Mama pewnie siedziała w łazience i
płakała.
Oglądałam mijane przez nas domy i uliczki. W końcu wjechaliśmy w malownicze
osiedle.
- To tutaj…? – zapytałam, bo domki zapierały dech w piersiach.
- Nieee.
W końcu skręcił w mały lasek. Przejechaliśmy parę metrów i…
No właśnie. I. Jak opisać ten dom, który właśnie zobaczyłam? Kremowy,
dwupiętrowy budynek z ładnym ogrodem i pięknymi oknami. Nie wiem, co mnie w tym
urzekło. Wysiadłam z auta i nie wiedziałam, jak się porusza nogami. Oparłam się
o samochód. Nagle usłyszałam cichy chichot.
- Podoba ci się, kochanie?
- Taaak, chyba tak…
- Wszystko jest okay? – pomachał mi ręką przed oczami.
- Nie wiem, jak się chodzi.
Wybuchł śmiechem.
- To nie jest śmieszne.
- Już, dobrze, już. – złapał się za brzuch, jednak po chwili wyprostował się i
stał się znowu tym poważnym, groźnym Louisem. – Kiedyś oglądałem bajki i tam
było, jak księciowie wnosili swoje księżniczki do zamków. – złapał mnie pod
kolana i plecy, a po chwili wisiałam na jego ramionach.
- Nie jesteś moim księciem, wiesz?
- Ale ty jesteś moją księżniczką. – bez zbędnych, jego zdaniem, ceregieli
pocałował mnie w usta. Jednak ja po chwili przerwałam ten pocałunek, bo odsunęłam
swoją twarz od jego.
- Postaw mnie.
- Dobrze.
Gdy dotknęłam stopami żwirku, poczułam się lepiej. Mężczyzna złapał moją
walizkę i niósł ją na plecach. Podeszłam do wielkich, białych drzwi i się zawahałam.
- Otwórz, otwarte są.
- Obiecaj mi jedno.
- Słucham? – postawił walizkę obok nogi i oparł się o nią.
- Dzisiaj bez żadnych pocałunków ani tym podobnych. Zrozumiano?
- Jasne. Jeden buziak albo zamknę cię w schowku na miotły.
Przelotnie cmoknęłam go w policzek, ale zauważyłam, że nawet ten całus był w
stanie wprowadzić go w euforię. Nacisnęłam mosiężną klamkę.
xX
Zostałaś nominowana do Liebster Awards więcej informacji na moim blogu: http://oneperfection-onedirection.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń