_____________________
- Zaczyna się… Zaraz się skończy, jak wyjdę z tobą na zewnątrz i tam powybijam ci zęby.
- Spokojnie… Siadajcie oboje.
Louis posłusznie usiadł, a Harry podszedł do stolika obok i zapytał się, czy jest wolne. Lekko przestraszona kobieta odpowiedziała mu, że tak. Przyniósł je do nas i usiadł oparciem do przodu.
- Co się dzieje?
- Pożyczyłem Andrew kasę na otwarcie tego przybytku i miał datę zwrotu do dzisiaj… A dokładniej ma jeszcze 20 minut. A potem kabum! Nie ma Andrew. – odpowiedział z rozbrajającą szczerością Lou.
- Tak, ale nie musiałeś mieszać w to mojej siostry.
- Zaraz ją stąd wyprowadzimy. – spojrzał się na srebrny zegarek, który ciasno oplatał nadgarstek. – Za 15 minut.
- Czekaj. Co mu zrobicie? – nachyliłam się w stronę szarookiego bruneta.
- Widzisz tamtych gości? – zaczął pokazywać stoliki palcem. Zazwyczaj to były pary złożone z przedstawicieli dwóch płci, tylko przy jednym siedziało dwóch facetów. – Ten, ten i tamten wyjmą pistolety, jak tylko Andrew zacznie dziękować za przybycie. Na moje kiwnięcie ręki – demonstracyjnie pomachał nadgarstkiem – zaczną strzelać. Jeśli spudłują lub Andy ucieknie… Pomyślmy…
- Wtedy dorwiecie go na tyłach. To nie będzie zbyt trudne, bo wszystko jest obstawione.
- Dokładnie. Dobry z ciebie chłopak, Harreh. – klepnął go w plecy.
- Helen, wychodzimy. – brat złapał mnie za rękę i pociągnął do góry. Wstałam i zatrzymałam się przy Louisie.
- Nienawidzę cię.
- Parę godzin temu mówiłaś coś całkiem odwrotnego.
Odwróciłam się do Harry’ego, a on patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. Pociągnął mocniej za moją rękę, a ja zdezorientowana wyszłam za nim. Obszedł cały budynek dookoła, a w połowie drogi wyrwałam mu się. Szłam za nim, gdy w końcu doszliśmy na tyły. Odwrócił się do mnie i zmroził spojrzeniem.
- Co się tam u was wydarzyło?
- Nieważne. – wysyczałam.
- Helena! Pamiętaj, że on nam zabił ojca!
- Gdyby nie ty, może byśmy byli dzisiaj razem. Siedzielibyśmy w ciepłym domu i na pewno nie musiałabym mieszkać u Louisa.
- Moja wina. Ale to ty w nim się zakochałaś.
- Skąd wiesz, że się w nim zakochałam, a nie powiedziałam tego, bo chcę jeszcze żyć? Chcę żyć. A on może mnie zabić za jedno złe słowo. Widzę, jak na niego działam. On przy mnie głupieje. Harry, zaufaj mi.
- Ostatni raz.
- Ja ci zaufałam tyle razy, mimo że…
Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wyleciał przez nie wystraszony Andrew, miał rozciętą brew, z której sączyła się krew. Po chwili wyszło za nim pięciu umięśnionych mężczyzn, w tym trzech miało pistolety. Andy schował się za moimi plecami i przytrzymał moje ramiona, a ja zachwiałam się. Harry spojrzał się na niego z niesmakiem, a ja ze strachem na byczków stojących przede mną.
- Oj, chyba mamy jakieś gołąbeczki. Szefie, ich też odstrzelić?
- Jasne, jak nie możecie się do naszego dłużnika dorwać…
Facet włożył nabój i wycelował lufą w moją klatkę piersiową.
- Louis! To ja, Helen!
Nagle zza jego pleców wyłonił się „mój chłopak”. Spojrzał się na mnie i machnął ręką na gościa, by opuścił broń. Z jego twarzy nie mogłam wyczytać żadnych emocji. Po chwili Andrew puścił mnie i zaczął uciekać. Przez chwilę mężczyźni stali oszołomieni w miejscu, ale Lou machnął nadgarstkiem i natychmiast rzucili się w pogoń za nim. Ciszę rozdarły trzy krótkie strzały, a potem zobaczyłam w słabym świetle latarni zakrwawione ciało Andrew. Po twarzy pociekły mi łzy. Harry przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
- Pierwsza śmierć zmienia cię na zawsze. – wyszeptał w moje włosy. Krztusiłam się płaczem, a Louis minął nas i poszedł do nich. Mój brat złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Otworzył drzwi od strony kierowcy i pozwolił mi usiąść, po czym wyciągnął chusteczki z tylnej kieszeni i podał mi. Nadal zanosiłam się szlochem. Nie wiem czemu tak mnie zabolała śmierć nieznajomego. On był obcy, nie zamieniłam z nim ani słowa.
- Wyrzucą go w lesie. Helen, możemy iść. – usłyszałam głos dochodzący z oddali.
- Jeszcze raz coś takiego odwalisz, to…
- To co?
- Zabiję Helen sam. I siebie też.
Zauważyłam jasny błysk w oku Lou. Przez chwilę wyglądał na przestraszonego, ale zaraz wrócił do starego zachowania.
- Dajesz. Nawet teraz. Albo może i nie. Najpierw muszę ją zaliczyć. – wyszczerzył zęby w uśmiechu i wyjął mnie z samochodu.
- Do zobaczenia, Harry.
- Do zobaczenia, Helen.
- Siema, stary.
Zmroziłam chłopaka wzrokiem, a on uśmiechnął się do mnie i wsadził mnie do swojego samochodu, który stał nieopodal. Przez całą drogę nie odezwałam się słowem, chociaż Louis próbował jakoś zagadać. Gdy wjechał na żwirowy podjazd, wyskoczyłam z auta i pobiegłam do swojej sypialni. Złapałam piżamę i poszłam do łazienki. Zmyłam z siebie dzisiejsze doświadczenia. Wyszłam z toalety i poszłam się położyć. Wysłałam ostatnie smsy i odwróciłam się do ściany, by usnąć.
Wtedy drzwi uchyliły się.
- Mogę wejść?
- Wyjdź Louis, zostaw mnie.
Nadal stał w drzwiach. Zapaliłam lampkę nocną i spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- Tak musiało być. Jeśli tego nie przyjmiesz do wiadomości, nie przetrwasz w tym świecie. Jesteś słaba. – odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami.
To była jedna z niewielu nocy, które spędziliśmy osobno.
- Zaczyna się… Zaraz się skończy, jak wyjdę z tobą na zewnątrz i tam powybijam ci zęby.
- Spokojnie… Siadajcie oboje.
Louis posłusznie usiadł, a Harry podszedł do stolika obok i zapytał się, czy jest wolne. Lekko przestraszona kobieta odpowiedziała mu, że tak. Przyniósł je do nas i usiadł oparciem do przodu.
- Co się dzieje?
- Pożyczyłem Andrew kasę na otwarcie tego przybytku i miał datę zwrotu do dzisiaj… A dokładniej ma jeszcze 20 minut. A potem kabum! Nie ma Andrew. – odpowiedział z rozbrajającą szczerością Lou.
- Tak, ale nie musiałeś mieszać w to mojej siostry.
- Zaraz ją stąd wyprowadzimy. – spojrzał się na srebrny zegarek, który ciasno oplatał nadgarstek. – Za 15 minut.
- Czekaj. Co mu zrobicie? – nachyliłam się w stronę szarookiego bruneta.
- Widzisz tamtych gości? – zaczął pokazywać stoliki palcem. Zazwyczaj to były pary złożone z przedstawicieli dwóch płci, tylko przy jednym siedziało dwóch facetów. – Ten, ten i tamten wyjmą pistolety, jak tylko Andrew zacznie dziękować za przybycie. Na moje kiwnięcie ręki – demonstracyjnie pomachał nadgarstkiem – zaczną strzelać. Jeśli spudłują lub Andy ucieknie… Pomyślmy…
- Wtedy dorwiecie go na tyłach. To nie będzie zbyt trudne, bo wszystko jest obstawione.
- Dokładnie. Dobry z ciebie chłopak, Harreh. – klepnął go w plecy.
- Helen, wychodzimy. – brat złapał mnie za rękę i pociągnął do góry. Wstałam i zatrzymałam się przy Louisie.
- Nienawidzę cię.
- Parę godzin temu mówiłaś coś całkiem odwrotnego.
Odwróciłam się do Harry’ego, a on patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. Pociągnął mocniej za moją rękę, a ja zdezorientowana wyszłam za nim. Obszedł cały budynek dookoła, a w połowie drogi wyrwałam mu się. Szłam za nim, gdy w końcu doszliśmy na tyły. Odwrócił się do mnie i zmroził spojrzeniem.
- Co się tam u was wydarzyło?
- Nieważne. – wysyczałam.
- Helena! Pamiętaj, że on nam zabił ojca!
- Gdyby nie ty, może byśmy byli dzisiaj razem. Siedzielibyśmy w ciepłym domu i na pewno nie musiałabym mieszkać u Louisa.
- Moja wina. Ale to ty w nim się zakochałaś.
- Skąd wiesz, że się w nim zakochałam, a nie powiedziałam tego, bo chcę jeszcze żyć? Chcę żyć. A on może mnie zabić za jedno złe słowo. Widzę, jak na niego działam. On przy mnie głupieje. Harry, zaufaj mi.
- Ostatni raz.
- Ja ci zaufałam tyle razy, mimo że…
Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wyleciał przez nie wystraszony Andrew, miał rozciętą brew, z której sączyła się krew. Po chwili wyszło za nim pięciu umięśnionych mężczyzn, w tym trzech miało pistolety. Andy schował się za moimi plecami i przytrzymał moje ramiona, a ja zachwiałam się. Harry spojrzał się na niego z niesmakiem, a ja ze strachem na byczków stojących przede mną.
- Oj, chyba mamy jakieś gołąbeczki. Szefie, ich też odstrzelić?
- Jasne, jak nie możecie się do naszego dłużnika dorwać…
Facet włożył nabój i wycelował lufą w moją klatkę piersiową.
- Louis! To ja, Helen!
Nagle zza jego pleców wyłonił się „mój chłopak”. Spojrzał się na mnie i machnął ręką na gościa, by opuścił broń. Z jego twarzy nie mogłam wyczytać żadnych emocji. Po chwili Andrew puścił mnie i zaczął uciekać. Przez chwilę mężczyźni stali oszołomieni w miejscu, ale Lou machnął nadgarstkiem i natychmiast rzucili się w pogoń za nim. Ciszę rozdarły trzy krótkie strzały, a potem zobaczyłam w słabym świetle latarni zakrwawione ciało Andrew. Po twarzy pociekły mi łzy. Harry przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
- Pierwsza śmierć zmienia cię na zawsze. – wyszeptał w moje włosy. Krztusiłam się płaczem, a Louis minął nas i poszedł do nich. Mój brat złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Otworzył drzwi od strony kierowcy i pozwolił mi usiąść, po czym wyciągnął chusteczki z tylnej kieszeni i podał mi. Nadal zanosiłam się szlochem. Nie wiem czemu tak mnie zabolała śmierć nieznajomego. On był obcy, nie zamieniłam z nim ani słowa.
- Wyrzucą go w lesie. Helen, możemy iść. – usłyszałam głos dochodzący z oddali.
- Jeszcze raz coś takiego odwalisz, to…
- To co?
- Zabiję Helen sam. I siebie też.
Zauważyłam jasny błysk w oku Lou. Przez chwilę wyglądał na przestraszonego, ale zaraz wrócił do starego zachowania.
- Dajesz. Nawet teraz. Albo może i nie. Najpierw muszę ją zaliczyć. – wyszczerzył zęby w uśmiechu i wyjął mnie z samochodu.
- Do zobaczenia, Harry.
- Do zobaczenia, Helen.
- Siema, stary.
Zmroziłam chłopaka wzrokiem, a on uśmiechnął się do mnie i wsadził mnie do swojego samochodu, który stał nieopodal. Przez całą drogę nie odezwałam się słowem, chociaż Louis próbował jakoś zagadać. Gdy wjechał na żwirowy podjazd, wyskoczyłam z auta i pobiegłam do swojej sypialni. Złapałam piżamę i poszłam do łazienki. Zmyłam z siebie dzisiejsze doświadczenia. Wyszłam z toalety i poszłam się położyć. Wysłałam ostatnie smsy i odwróciłam się do ściany, by usnąć.
Wtedy drzwi uchyliły się.
- Mogę wejść?
- Wyjdź Louis, zostaw mnie.
Nadal stał w drzwiach. Zapaliłam lampkę nocną i spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- Tak musiało być. Jeśli tego nie przyjmiesz do wiadomości, nie przetrwasz w tym świecie. Jesteś słaba. – odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami.
To była jedna z niewielu nocy, które spędziliśmy osobno.
Genialny blog :) swiadczy o tym to ze zamiast sluchac co babka gada na polskim, czytalam rozdzialy xD pisz dalej bo nie umiem sie doczekac co sie wydarzy ;)
OdpowiedzUsuńAnia/ @waether_95
Dziękuję i chyba powinnaś trochę na polskim uważać, ale cieszy mnie to, że czytasz *-*
UsuńFakt ale to tylko polski ;p i nudna lektura: ''Lalka'' :D
UsuńAnia
My mamy teraz Mickiewicza. A jak sobie po lekcji przeczytałam notatkę to miałam taki Y na twarzy, że koleżanka się pytała, co się stało XD
UsuńHaha, wspojczuje.. :P ja nie lubie polskiego, nie lubie lektur xd
UsuńAnia
Ja też nie, no ale cóż poradzić... ;_;
Usuń