___________________________________
Przez następny rok nic ciekawego się nie działo. Chłopaki próbowali siebie
tolerować, co wychodziło im opornie, ale zawsze jakoś. Lepsze to niż rosyjska
ruletka, w którą na początku chcieli zagrać. Kontaktowali się tylko, gdy Louis
sądził, że ma coś nowego. Zawsze jednak okazywało się to być fałszywym alarmem.
Ja skończyłam studia, ale zamiast szukać porządnej pełnoetatowej pracy,
siedziałam w domu i zajmowałam się tłumaczeniem na własną rękę. Nie zniosłabym
bezczynności, a to, że miałam pieniądze na swoje zachcianki to tylko atut. Harry
chodził zdenerwowany jak nigdy. Czasami gdy byłam u mamy widziałam jak chodził
w kółko po swoim pokoju i rzucał różnymi przedmiotami.
Mama… Ta kobieta dużo przeszła i była już odporna. Gdy powiedziałam jej, jak wygląda sytuacja, zamknęła się z Louisem w pokoju. Siedzieli tam bardzo długo, do zmierzchu. Umierałam z niecierpliwości siedząc w kuchni i patrząc się na zegarek. Godziny mijały, a oni nadal rozmawiali. Myślałam, że nigdy nie skończą. W końcu usłyszałam skrzypnięcie tych starych, drewnianych drzwi kuchennych a w progu pojawiła się moja mama, a za nią szedł Louis. Kobieta była uśmiechnięta, a Louis szedł z opuszczoną głową, jednak gdy tylko mnie zobaczył podniósł oczy i posłał mi uśmiech. Wyprostowałam się na taborecie. Położyłam dłonie równo na kolanach. Mama podeszła do zlewu, odwróciła się w moją stronę po czym złapała mnie za ręce i pochyliła się do mojego ucha.
- Zawsze cię będę wspierać i wierzę, że Louis jest tym właściwym. Kochasz go?
Odsunęła swoje usta od mojego policzka i spojrzała się w moje oczy. Podniosła palec do moich rzęs i otarła z nich łzę.
- Tak. – szepnęłam, a po chwili wybuchłam płaczem szczęścia. Rzuciłam się mamie w ramiona. Byłam szczęśliwa, że miałam ją.
***
Mama… Ta kobieta dużo przeszła i była już odporna. Gdy powiedziałam jej, jak wygląda sytuacja, zamknęła się z Louisem w pokoju. Siedzieli tam bardzo długo, do zmierzchu. Umierałam z niecierpliwości siedząc w kuchni i patrząc się na zegarek. Godziny mijały, a oni nadal rozmawiali. Myślałam, że nigdy nie skończą. W końcu usłyszałam skrzypnięcie tych starych, drewnianych drzwi kuchennych a w progu pojawiła się moja mama, a za nią szedł Louis. Kobieta była uśmiechnięta, a Louis szedł z opuszczoną głową, jednak gdy tylko mnie zobaczył podniósł oczy i posłał mi uśmiech. Wyprostowałam się na taborecie. Położyłam dłonie równo na kolanach. Mama podeszła do zlewu, odwróciła się w moją stronę po czym złapała mnie za ręce i pochyliła się do mojego ucha.
- Zawsze cię będę wspierać i wierzę, że Louis jest tym właściwym. Kochasz go?
Odsunęła swoje usta od mojego policzka i spojrzała się w moje oczy. Podniosła palec do moich rzęs i otarła z nich łzę.
- Tak. – szepnęłam, a po chwili wybuchłam płaczem szczęścia. Rzuciłam się mamie w ramiona. Byłam szczęśliwa, że miałam ją.
***
- Louis,
jesteś gotowy?
- Nie chcę, mówiłem, nigdzie nie jadę.
- Obiecałeś mi.
Spojrzałam się z niecierpliwością na zegarek na moim nadgarstku. Nerwowo zastukałam obcasami. W końcu zza drzwi łazienki wyłoniła się mokra, rozczochrana głowa Lou. Posłał mi pełne nieuzasadnionego bólu spojrzenie.
- Serio?
- Tak, wczoraj.
- Och no wiesz… Wczoraj dużo rzeczy się działo. - zachrząkał znacząco, po czym oberwał moją torebkę w twarz. Schował się z powrotem do środka. - Za co?
- Za niewinność. Szybko się ubieraj, za 10 minut masz być suchy i w ciuchach na dole.
Zbiegłam po schodach w akompaniamencie cichych przekleństw dobiegających z toalety, gdy chłopak szukał suszarki. Usiadłam na kanapie w salonie i czekałam, aż po schodach zejdzie bosy Lou. Skręcił automatycznie w lewo i szedł w moją stronę pocierając włosy ręcznikiem. Zatrzymał się dwa kroki ode mnie i zdjął ścierkę z głowy. Wilgotne kosmyki odstawały w każdym kierunku świata. Wyglądał… niezwykle uroczo. Podniosłam się z sofy i podeszłam do niego. Przejechałam palcami po jego czuprynie, a on złapał mnie za dłoń i pocałował w sam środek.
- Idziemy?
- Boję się. – szepnął cicho i opuścił moją rękę. Widziałam, że jego oczy się zaszkliły. Szybko objęłam go ramionami i przycisnęłam do siebie.
- Nie masz czego, zawsze będę przy tobie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
***
Zajrzałam ukradkiem przez szklane drzwi i rzuciłam Louisowi pełne wyczekiwania spojrzenie. On tylko podparł ścianę i nie miał zamiaru ruszać się stamtąd. Podeszłam do niego i złapałam go za ramię. Ścisnęłam je, aż skóra pod moimi palcami zrobiła się biała.
- Puść mnie. – patrzył się tępo w ścianę i nie zwracał na mnie uwagi.
- Obiecałeś coś.
- Odwidziało mi się. – odburknął.
- Miałeś to zrobić dla mnie.
- Nie jesteś moją panią, a ja twoim psem.
- Louis!
Odsunęłam się od niego parę kroków i spojrzałam z dystansu. Na jego twarzy nie malowały się żadne uczucia. Nic, zero, pokerowa maska. On na serio potrafił się dobrze ukrywać z przeżyciami.
- Słucham, Helen?
- Wejdź tam, przywitaj się i dosłownie za chwilę puszczę cię wolnego. Proszę.
Wiedziałam, że jeśli wejdzie na moment do sali, pomiędzy nim a jego ojcem może wywiązać się rozmowa, a już moja w tym głowa, by nakierować ją tak, aby Louis go przeprosił. Aby oboje się pogodzili. Kombinując nad tym planem zarwałam parę ładnych nocy, a on tu nagle mówi, że nie wejdzie do środka. Dorwę kiedyś małpiszona.
- Okay.
Odepchnął się od ściany i minął mnie, po czym pchnął przeszklone drzwi i wszedł do środka. Ruszyłam za nim i stanęłam w progu. Nie słyszałam o czym rozmawiają, ale już po chwili Lou podniósł się z krzesła i wybiegł. Rzucił do mnie, że będzie czekał w samochodzie. Postanowiłam wejść do pomieszczenia. Mężczyzna ciężko oddychał, a jego serce zwolniło rytm, co było widać na maszynie podłączonej do jego klatki. Wybiegłam i zawołałam pomoc, lecz było już za późno.
***
- Odezwij się cokolwiek, proszę.
- Co mam ci powiedzieć? No co?
- Cisza nie jest dobrym rozwiązaniem. – Helen odwróciła wzrok w kierunku okna. Patrzyła na mijane zabudowania i drzewa. Louis nerwowo uderzył dłonią w kierownicę. Raz. Drugi. Trzeci. Łzy pojawiły się w jego oczach. Dziewczyna złapała go za rękę, a oczy skierowała na jego ustach, które niebezpiecznie drżały.
- Nie mam już nic, rozumiesz? Matka nie żyje, narzeczona też nie, córka też nie, ojciec niedawno zmarł…
- Masz mnie.
- Ty też niedługo mnie zostawisz. – w jednej sekundzie wrócił do swojego opanowanego wyglądu. Bił od niego chłód i dystans.
- Kochanie… Wiesz, że nie. Jak mam ci udowodnić?
- Wyjdź za mnie.
Louis podniósł brew i z zaciekawieniem oczekiwał reakcji swojej dziewczyny. Ona zaczęła nerwowo skubać paznokcie i przygryzać wargę. W końcu podniosła na niego oczy i kiwnęła głową na ‘Tak’.
- Powiedz to, proszę.
- A pierścionek to gdzie?
Śmiech zakochanych przesycony bólem rozniósł się po samochodzie.
***
Chłopak tuż po zaparkowaniu szybko przebiegł do drzwi od strony pasażera i je otworzył, po czym pomógł dziewczynie wyjść z samochodu. Ona wzięła swoją torebkę i poszła za Louisem, który grzebał po kieszeniach w poszukiwaniu kluczy do domu. W końcu pobrzękujący metal znalazł się w jego dłoni i zaczął celować nim w dziurkę.
Za jego plecami Helen zrobiła się blada mimo panującej przyjemnej, marcowej pogody. Przytrzymała się balustrady przy schodkach i po chwili osunęła się po niej. Louis odwrócił się, by jak gentleman przepuścić ją przodem, ale ona powoli odpływała.
- Cztery dni… - szepnęła tak, by chłopak mógł ją usłyszeć i zamknęła oczy, po czym zsunęła się po schodach.
_______________
HAHAHA JESTEM WREDNA LOL
- Nie chcę, mówiłem, nigdzie nie jadę.
- Obiecałeś mi.
Spojrzałam się z niecierpliwością na zegarek na moim nadgarstku. Nerwowo zastukałam obcasami. W końcu zza drzwi łazienki wyłoniła się mokra, rozczochrana głowa Lou. Posłał mi pełne nieuzasadnionego bólu spojrzenie.
- Serio?
- Tak, wczoraj.
- Och no wiesz… Wczoraj dużo rzeczy się działo. - zachrząkał znacząco, po czym oberwał moją torebkę w twarz. Schował się z powrotem do środka. - Za co?
- Za niewinność. Szybko się ubieraj, za 10 minut masz być suchy i w ciuchach na dole.
Zbiegłam po schodach w akompaniamencie cichych przekleństw dobiegających z toalety, gdy chłopak szukał suszarki. Usiadłam na kanapie w salonie i czekałam, aż po schodach zejdzie bosy Lou. Skręcił automatycznie w lewo i szedł w moją stronę pocierając włosy ręcznikiem. Zatrzymał się dwa kroki ode mnie i zdjął ścierkę z głowy. Wilgotne kosmyki odstawały w każdym kierunku świata. Wyglądał… niezwykle uroczo. Podniosłam się z sofy i podeszłam do niego. Przejechałam palcami po jego czuprynie, a on złapał mnie za dłoń i pocałował w sam środek.
- Idziemy?
- Boję się. – szepnął cicho i opuścił moją rękę. Widziałam, że jego oczy się zaszkliły. Szybko objęłam go ramionami i przycisnęłam do siebie.
- Nie masz czego, zawsze będę przy tobie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
***
Zajrzałam ukradkiem przez szklane drzwi i rzuciłam Louisowi pełne wyczekiwania spojrzenie. On tylko podparł ścianę i nie miał zamiaru ruszać się stamtąd. Podeszłam do niego i złapałam go za ramię. Ścisnęłam je, aż skóra pod moimi palcami zrobiła się biała.
- Puść mnie. – patrzył się tępo w ścianę i nie zwracał na mnie uwagi.
- Obiecałeś coś.
- Odwidziało mi się. – odburknął.
- Miałeś to zrobić dla mnie.
- Nie jesteś moją panią, a ja twoim psem.
- Louis!
Odsunęłam się od niego parę kroków i spojrzałam z dystansu. Na jego twarzy nie malowały się żadne uczucia. Nic, zero, pokerowa maska. On na serio potrafił się dobrze ukrywać z przeżyciami.
- Słucham, Helen?
- Wejdź tam, przywitaj się i dosłownie za chwilę puszczę cię wolnego. Proszę.
Wiedziałam, że jeśli wejdzie na moment do sali, pomiędzy nim a jego ojcem może wywiązać się rozmowa, a już moja w tym głowa, by nakierować ją tak, aby Louis go przeprosił. Aby oboje się pogodzili. Kombinując nad tym planem zarwałam parę ładnych nocy, a on tu nagle mówi, że nie wejdzie do środka. Dorwę kiedyś małpiszona.
- Okay.
Odepchnął się od ściany i minął mnie, po czym pchnął przeszklone drzwi i wszedł do środka. Ruszyłam za nim i stanęłam w progu. Nie słyszałam o czym rozmawiają, ale już po chwili Lou podniósł się z krzesła i wybiegł. Rzucił do mnie, że będzie czekał w samochodzie. Postanowiłam wejść do pomieszczenia. Mężczyzna ciężko oddychał, a jego serce zwolniło rytm, co było widać na maszynie podłączonej do jego klatki. Wybiegłam i zawołałam pomoc, lecz było już za późno.
***
- Odezwij się cokolwiek, proszę.
- Co mam ci powiedzieć? No co?
- Cisza nie jest dobrym rozwiązaniem. – Helen odwróciła wzrok w kierunku okna. Patrzyła na mijane zabudowania i drzewa. Louis nerwowo uderzył dłonią w kierownicę. Raz. Drugi. Trzeci. Łzy pojawiły się w jego oczach. Dziewczyna złapała go za rękę, a oczy skierowała na jego ustach, które niebezpiecznie drżały.
- Nie mam już nic, rozumiesz? Matka nie żyje, narzeczona też nie, córka też nie, ojciec niedawno zmarł…
- Masz mnie.
- Ty też niedługo mnie zostawisz. – w jednej sekundzie wrócił do swojego opanowanego wyglądu. Bił od niego chłód i dystans.
- Kochanie… Wiesz, że nie. Jak mam ci udowodnić?
- Wyjdź za mnie.
Louis podniósł brew i z zaciekawieniem oczekiwał reakcji swojej dziewczyny. Ona zaczęła nerwowo skubać paznokcie i przygryzać wargę. W końcu podniosła na niego oczy i kiwnęła głową na ‘Tak’.
- Powiedz to, proszę.
- A pierścionek to gdzie?
Śmiech zakochanych przesycony bólem rozniósł się po samochodzie.
***
Chłopak tuż po zaparkowaniu szybko przebiegł do drzwi od strony pasażera i je otworzył, po czym pomógł dziewczynie wyjść z samochodu. Ona wzięła swoją torebkę i poszła za Louisem, który grzebał po kieszeniach w poszukiwaniu kluczy do domu. W końcu pobrzękujący metal znalazł się w jego dłoni i zaczął celować nim w dziurkę.
Za jego plecami Helen zrobiła się blada mimo panującej przyjemnej, marcowej pogody. Przytrzymała się balustrady przy schodkach i po chwili osunęła się po niej. Louis odwrócił się, by jak gentleman przepuścić ją przodem, ale ona powoli odpływała.
- Cztery dni… - szepnęła tak, by chłopak mógł ją usłyszeć i zamknęła oczy, po czym zsunęła się po schodach.
_______________
HAHAHA JESTEM WREDNA LOL
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podobało się? Skomentuj!